czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 7 + POWRÓT

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Odebrałam nie patrząc kto próbuje się ze mną skontaktować.
- Halo? - Powiedziałam zaspanym głosem.
- Mógłbym być twoim budzikiem codziennie. Powinnaś usłyszeć swój zaspany głos. - Wybuchnął śmiechem Waster.
- Daruj sobie. Po co do mnie dzwonisz? - Zapytałam.
- Żeby zapytać czy to zoo i czy macie żyrafy. - zadrwił.
- Muszę pana zmartwić, ponieważ żyraf niestety nie mamy. Mamy za to gołębie i z jednym z nich właśnie rozmawiam. - Powiedziałam bezmyślnie. Dopiero po chwili zrozumiałam jak bardzo głupi tekst wymyśliłam.
- W takim razie wydaje mi się, że musi mieć pani niezwykły talent skoro potrafi pani rozmawiać ze zwierzętami..
- A mi się wydaję, że po prostu jesteś idiotą. - Oznajmiłam.
- Tak, tak. Wiem, że Ci się podobam. Bądź gotowa na 7:40. - Odrzekł.
- Spadaj. - Powiedziałam i rozłączyłam się.
Nie chcę z nim utrzymywać kontaktu. To zaszło już trochę za daleko. Mogłam nie zgadzać się na tą cholerną akcję. Może wtedy byłoby inaczej. Może wtedy dałby mi spokój?
Waster jest jak przylepa. Wszędzie go pełno i nie daje spokoju ludziom, a w szczególności mnie. Czy on serio nie widzi, że mam go dość? Pewnie widzi, ale chce zrobić mi na złość. Obiecuję, że mu się to nie uda. Niechętnie wyszłam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
- Cześć brzydoto. - Powiedziałam sama do siebie.
Wszyscy mówią, że każdy jest piękny na swój sposób. Niestety to nie podnosi na duchu osoby która ciągle była przezywana od grubasów i tłustych świń w dzieciństwie. To jeden z powodów dla których zaczęły się imprezy i te sprawy. Chciałam się zmienić i pokazać ludziom, że mi się to uda. I dopięłam swego. Udało mi się.
Stanęłam na wadze dla pewności, że ważę tyle ile powinnam. Odetchnęłam z ulgą gdy moim oczom ukazały się 2 pożądane cyfry.
- 55 kg idealnie. - Pomyślałam i wsunęłam wagę pod szafkę.
Wzięłam prysznic, a następnie ubrałam się w przyszykowanie wcześniej ubrania i zrobiłam delikatny makijaż. Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone, a ostatnią czynnością jaką wykonałam w łazience było rozczesanie ich.
Rana na mojej nodze goiła się jak powinna więc na szczęście obyło się bez lekarza i informowania rodziców. Nie chcę wiedzieć co zrobiłby mój ojciec gdyby dowiedział się co tak naprawdę robiłam tej nocy gdy " byłam na urodzinach u koleżanki ".
Zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie, które czekało już na mnie na stole. Pani Clara zawsze zostawia mi śniadanie za co jestem jej bardzo wdzięczna, bo nie muszę wstawać wcześniej. Zrobiłam zdjęcie jedzenia i  opublikowałam je na Instagramie. To było chyba oczywiste, racja? Każda nastolatka tak robi. Po skończonym posiłku włożyłam talerz do zmywarki i usłyszałam warkot motoru. Wyjrzałam przez okno, aby potwierdzić swoje obawy. To Niall, a ja jestem sama w domu. Może będę udawać, że już wyszłam? Tak, idealny plan.
Usłyszałam pukanie lecz nie otworzyłam. Po prostu siedziałam cicho z nadzieją, że zaraz sobie pójdzie.
- Maggie nie udawaj, że Ciebie nie ma. Widziałem Cię jak patrzyłaś przez okno. - Powiedział Waster.
No i wpadłam. Świetnie. I co teraz? Chyba muszę otworzyć te drzwi.
- O h-hej! Nawet nie słyszałam jak pukałeś, bo byłam w tym eee... no w łazience byłam! - Wyjąkałam.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. - Zaśmiał się Niall. - To co jedziemy?
- No tak tylko wezmę plecak. - Powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju po pożądaną rzecz.
Wolałabym sama pójść do szkoły, ale teraz już nie mam wyboru. Szczerze? Odkąd znam Wastera w ogóle nie mam wyboru. Robię to co mi każe. To musi się zmienić.
Zeszłam na dół i zobaczyłam Nialla, który właśnie bierze kanapki z mojej lodówki, a następnie wkłada je do swojego plecaka.
- Nie żeby coś, ale właśnie byłam świadkiem tego jak kradniesz mi moje szkolne śniadanie. - Powiedziałam.
- Widocznie go nie chcesz skoro jeszcze leży w lodówce. - Odpowiedział z uśmiechem i zarzucił swój plecak na ramię.
- Masz racje, nie chcę go. - Oznajmiłam i wrzuciłam jabłko do mojego plecaka.
- To co idziemy? - Zapytał.
- Jasne. - Odpowiedziałam i wyszyliśmy z mojego domu, a ja upewniłam się, że jest zamknięty.
Stanęłam obok motoru Wastera patrząc jak chłopak sprawnie na niego wsiada.
- Na co czekasz? Chyba nie sądzisz, że Cię na nim posadzę, nie? - Zapytał.
- A kask? - Upomniałam się.
- Kask? Proszę Cię, jestem dobrym kierowcą. Kaski są dla słabych. - Powiedział.
- Niech będzie. - Rzekłam i usiadłam na pojazd.
Nie wiedziałam czego mam się złapać żeby nie spaść podczas jazdy. Jednak po chwili poczułam ręce blondyna na swoich. Sprawnie owinął je wokół swojej talii i ruszył.
Ta pozycja była bardzo nie komfortowa dla mnie. Czułam się jakbym była jego dziewczyną. Co? O czym ja myślę?! Nigdy nią nie będę! Waster może i jest gorący, ale inteligencji nie posiada. Z resztą on nie jest w moim typie.
Po pięciu minutach byliśmy pod szkołą. Chłopak zszedł z motoru, a następnie podał mi dłoń, aby pomóc mi zejść. Nie skorzystałam z jego propozycji co na pewno go w jakimś stopniu zdenerwowało.
Zaczesałam ręką włosy do tyłu tym samym poprawiając ich wygląd i ruszyłam w stronę szkoły. Niestety ktoś zmienił moje plany i otoczył mnie swoim ramieniem kierując w stronę znanych mi osób.
- Bądź mi posłuszna przy moich znajomych. - Wyszeptał mi do ucha i stanęliśmy przed grupką ludzi.
- Siema. - Powiedział Waster przybijając z każdym tzw. high five.
- Ooo widzę, że przyprowadziłeś swoją zakonnicę. - Zaśmiał się mulat. Nie powiem zdenerwowało mnie to.
- Tylko przy was jest taka święta. - Zaśmiał się Niall, a wraz z nim wszyscy jego kumple.
- No stary i jak? Dobra jest? - Zapytał Harry? Tak, chyba miał na imię.
- Najlepsza. - Odpowiedział Niall przyciągając mnie bliżej jego.
- A tobie się podobało? - Kontynuował mulat.
Nie byłam pewna co mają na myśli więc po prostu skinęłam głową dla świętego spokoju.
- Woah. No to stary wygrałeś zakład w 2 dni, tak? - Zapytał chłopak którego w ogóle nie znam.
- Jaki zakład? - Zapytałam ciekawa.
- Żaden, kochanie. - Horan próbował zakończyć temat.
- I tak się dowiem. - Uśmiechnęłam się i próbowałam odejść od grupy lecz Waster w ostatniej chwili złapał mnie za rękę i znów przyciągnął do siebie.
- Skończmy temat. - Zaproponował. - W piątek jest u mnie impreza i oczywiście jesteście zaproszeni.
- Rozumiem, że mamy przekazać dalej? - Zapytał jak mu tam? Lewis?
- Oczywiście, Louis. Myślę, że może przyjść na nią każdy. Oczywiście pomijając kujonów. - Powiedział Waster spoglądając na mnie. - No może z małym wyjątkiem.
- I tak nie skorzystam. - Uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Owszem, skorzystasz. - Odwzajemnił uśmiech.
- Nie sądzę. - Oznajmiłam i uwolniłam się od jego uścisku.
- Łooo stary. Chyba dała Ci kosza. - Zaśmiał się mulat, a zaraz za nim cała reszta.
- Wczoraj w nocy krzyczała moje imię więc wątpię. - Odrzekł Horan i okej, przegiął.
Odeszłam od "znajomych" i skierowałam się w stronę szkoły. Byłam bardzo zła na Wastera. Kim on do cholery jest, żeby wmawiać wszystkim, że jestem jakaś tania?! Mogłam zostać tam i wszystko mu wygarnąć i dać mu w twarz (czyt. w mordę), ale oczywiście bałam się, że jakiś nauczyciel mnie zauważy i będę miała przekichane. Poszłam pod klasę gdzie miała odbyć się matematyka. Z tego wszystkiego zapomniałam połowę wzorów i pewnie trochę zawalę ten sprawdzian, ale nie to było teraz najważniejsze. Muszę jakoś odgonić od siebie Nialla i kiedyś mi się to uda.

  ~*~

Wróciłam do domu męczona dzisiejszym dniem. Sprawdzian z matematyki okazał się mega trudny więc będzie gorzej niż myślałam. No cóż... jakoś go poprawię. Mam dzisiaj wolne popołudnie więc postanowiłam zadzwonić do Anne.
- Halo. - Usłyszałam głos dziewczyny po 3 sygnałach.
- Cześć. Tutaj Maggie. Masz jakieś plany na dzisiaj? - Zapytałam
- Zależy co masz do zaproponowania. - Odpowiedziała.
- Galerię Handlową albo mój dom. - Oznajmiłam.
- Za 30 minut na Rose Street. Do zobaczenia. - Powiedziała i rozłączyła się.
Wrzuciłam parę niezbędnych rzeczy do torebki, napisałam kartkę do taty, żeby nie czekali na mnie z obiadem i wyszłam z domu. Droga Rose Street zajmuje mi ok. 20 minut więc będę w sam raz na miejscu.

~*~

- Widziałam, że przyjechałaś dzisiaj z Wasterem do szkoły. Z resztą jesteście teraz tematem numer jeden w całej szkole. - Powiedziała Anne popijając gorącą czekoladę.
- Ugh... W zasadzie tak, przyjechałam z nim. - Oznajmiłam wbijając wzrok w stolik przede mną.
- Przepraszam, że jestem taka ciekawska, ale czy wy ze sobą kręcicie? - Dziewczyna zapytała z uśmiechem.
- Nie... To znaczy sama nie wiem. Jeśli ktoś kogoś całuje w policzek to kręcą ze sobą czy nie?
- Pocałowałaś go w policzek?! - Anne krzyknęła na tyle głośno, że było ją słychać w dosłownie całym Starbucks'ie. - A on co? Pocałowałaś boga seksu! Zdajesz sobie z tego sprawę?!
- Właściwie to on... on mnie pocałował. - Powiedziałam zawstydzona.
- CO?! Każda laska w całym pieprzonym Mullingar chce, żeby Horan na nią spojrzał. Tymczasem on cię całuje! Cholerna szczęściara. - Poziom entuzjazmu Anne był równy z poziomem głupoty Wastera.
- Jeszcze kilkanaście dni temu ostrzegałaś mnie przed nim, a teraz ekscytujesz się pocałunkiem w policzek jakbym była z nim w ciąży. - Odrzekłam.
- To było kiedyś. A tak na marginesie dziewczyny mówią, że jest dobry jeśli chodzi o przyjaźnie z przywilejami.
- No cóż moim zdaniem przyjaźń z przywilejami graniczy z dziwkarstwem więc nawet nie myśl o tym o czym myślisz. - Oznajmiłam.
- Oh Maggie nie mogę w to uwierzyć. - Powiedziała Anne.
- W co? W to, że takie jest moje zdanie? - Nie do końca zrozumiałam słowa blondynki.
- Nie, że ty i Niall ze sobą kręcicie. - Oznajmiła.
- Anne odpuść sobie. - Powiedziałam poirytowana. - Lepiej pomóż mi znaleźć ubranie na jutrzejszą imprezę.
Nie miałam zamiaru na nią iść, ale z drugiej strony ile można siedzieć w domu? Moją wymówką nie może być to, że wrócę do tego co było kiedyś. Znam już swój umiar i potrafię kontrolować się jeśli chodzi o te sprawy.
- Na tą imprezę, którą organizuje Waster? - Zapytała, a poziom podniecenia w jej głosie był tak wielki jakbym miała na tej imprezie pieprzyć się z Wasterem. Dosłownie.
- Tak właśnie na tą, a co z nią? - Zapytałam.
- To co zawsze, tłumy ludzi, alkohol, trawka i te sprawy. Nie będzie nudno. Z resztą też na nią idę. - Odpowiedziała. - Myślę, że jeśli założysz crop top, a do tego dość obcisłe rurki, albo krótkie spodenki z wysokim stanem to będzie okej.
Całe szczęście, bo bałam się, że poza Wasterem i jego pożal się Boże koleżkami nie będę znała nikogo innego.
- Ewh myślę, że będę się już powoli zbierać. Dzięki za spotkanie, było miło. Do jutra. - Powiedziałam żegnając się z Anne.
- Popiszemy jeszcze na WhatsApp'ie. Do potem. - Odpowiedziała dziewczyna i rozeszłyśmy się w dwóch różnych kierunkach.

Wracając do domu myślałam o jutrzejszej imprezie u Horana. Może jednak lepiej byłoby gdybym na nią nie poszła? Nie znam dobrze tamtych ludzi i nie wiem jak się mogą zachowywać na haju. Co jeśli dowie się o tym policja? Nie chcę narobić sobie kłopotów.

Już je sobie narobiłaś.
Nie, Waster to nie problem. Dam sobie radę.

Nie dasz rady. Dobrze wiesz, że jest cholernie przystojny i onieśmiela Cię za każdym razem.
Przecież ja go nawet nie lubię.

Lubisz go.
Wcale nie.

Trudno jest Ci przy nim złapać oddech.
Dobra, wygrałaś.

Sama ze sobą prowadzę konwersację. Czy to jest normalnie? Nie, tak jak może życie tutaj. Będę miała nauczkę na przyszłość.

Będąc obok domu zauważyłam, że samochód pani Clary i taty stoi już na parkingu. Co tak wcześnie? Jest dopiero 15:45, a oni zawsze o 16 kończą pracę.
Weszłam niepewnie do domu. Ciekawe co sprawiło, że wcześniej wrócili do domu.
- Czemu tak wcześnie wróciliście? - Zapytałam wchodząc do salonu i już wiedziałam, że źle postąpiłam zadając to pytanie.
Pani Clara płakała w ramionach mojego taty. Zaś on nieskutecznie próbował ją uspokoić.
- Co się stało? - Zapytałam.
Tata spojrzał na mnie zmartwiony. Bałam się jak cholera. Co jeśli to chodzi o moją mamę?
- Brat Clary miał wypadek. Jechał z żoną samochodem i jakiś wariat wyjechał zza zakrętu prosto na nich, nie próbując nawet hamować. On i jego żona zginęli na miejscu. Osierocili 17 letniego syna. - Powiedział tata jeszcze bardziej przytulając kobietę do siebie. - Clara jest ostatnią rodziną dla niego, więc do 18 roku życia będzie mieszkał z nami. - Mówił tata. - I na twoją niekorzyść będziesz dzielić z nim pokój dopóki nie wyremontuję tego małego pokoju obok ciebie.
Nie wiedziałam co mogę powiedzieć. Byłam wściekła, a jednocześnie było mi przykro z powodu wypadku.
Jedyne co przyszło mi do głowy to pytanie.
- Od kiedy ten chłopak będzie z nami mieszkał?
- Prawdopodobnie od jutra jeśli uda nam się załatwić wszystkie formalności.  - Oznajmił tata.
Skinęłam głową i pobiegłam do swojego pokoju.

Ostatni dzień wolności.
Pomyślałam. Mam nadzieję, że okaże się dość cichym i spokojnym współlokatorem. W końcu chcę coś osiągnąć w życiu więc muszę mieć do tego predyspozycje. Usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach i zalogowałam się na facebooku. Zobaczyłam, że mam nie odczytaną wiadomość. Nie trzeba być nie wiadomo jak inteligentnym, żeby się domyśleć, że to Waster do mnie napisał.

N: Przypominam o jutrzejszej imprezie, kochanie ;*
M: Pieprz się.
N: Z tobą zawsze xx
M:
Pieprz się podwójnie.
M: Przyjdę na tą imprezę tylko i wyłącznie dla świętego spokoju więc nie rób sobie wielkiej nadziei :)
N: Nie schlebiaj sobie. W całym Mullingar jest kilkanaście dziewczyn, które zrobiłyby dla mnie wszystko więc naprawdę nie muszę skupiać się na tobie.

Ałć zabolało. 

Mogłam się spodziewać takiej odpowiedzi. Nawet nie wiem co sobie w tym momencie myślałam. Nie jestem w centrum uwagi. Z resztą czym ja się przejmuję. Może w końcu da mi święty spokój. Może uda skończyć mi się tą szkołę z dobrymi ocenami na świadectwie, bo właśnie o to mi chodzi. Tylko muszę wyeliminować ze swojego życia przystojnego blondyna z pięknymi oczami i brakiem choćby najmniejszej oznaki inteligencji.



Tak więc wróciłam do pisania tego bloga!
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział :)
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach kliknijcie w zakładkę "INFORMOWANI" z prawej strony.
ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA! ;3

piątek, 1 sierpnia 2014

ZAWIESZAM BLOGA.


Hej miśki ;*
Mam złą wiadomość. Zawieszam bloga na czas nieokreślony. Powód jest prosty. Muszę zebrać pomysły i motywacje do napisania kolejnego rozdziału. Miałam już pomysł na kolejny rozdział i zaczęłam go nawet pisać, ale usunęłam, bo kompletnie nie wiem co może być dalej. 
Więc do zobaczenia za kilka tygodni/miesięcy :(
Kocham Was <3

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 6.

- Maggie ! W tej chwili na dół. - Usłyszałam krzyk ojca. Co on dzisiaj taki nerwowy?
- Tak tato? - Zapytałam się schodząc po schodach.
- Możesz mi wytłumaczyć awarię ogrzewania w szkole? Twoja wychowawczyni stwierdziła, że zwyczajne opuściłaś dzień szkoły, ale wiesz co? Nieźle udało Ci się mnie oszukać. - Mówił tata.
- Wy..Wychowawczyni? Może była pijana? Przecież wyraźnie słyszałam jak ogłaszała dzień wolny od zajęć. - Starałam się jakoś udobruchać ojca.
- Mag... Nie zgrywaj niewiniątka. Już więcej mnie nie oszukasz. Teraz marsz do jakiejś koleżanki odpisać notatki i do książek ! - Podniósł swój ton głosu.
No tak. Mogłam się spodziewać telefonu wychowawczyni. Chyba, że... ktoś mnie sypnął. Wątpie, przecież nikt po za mną, Wasterem i jego kolegami nie wie gdzie byłam.
Teraz zostało mi tylko iść za rozkazem ojca i tak też zrobiłam. Pożyczyłam zeszyty od Anne i wzięłam się za przepisywanie.
Właśnie kończyłam przepisywać notatki z chemii, gdy zawibrował mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, a moim oczom ukazała się niezbyt pożądania informacja w tym dniu. Właśnie dostałam wiadomość od Nialla.
Odczytałam SMSa. Zdenerwowała mnie jego zawartość. Ta jego pewność siebie jest taka ugh... irytująca. Chcę mu się postawić! Może wtedy spadnie mu jego ego. Jak postanowiłam tak też zrobiłam i odpisałam na wiadomość chłopaka. Wróciłam do przepisywania notatek z nadzieją, że już więcej nie napisze i stanie się miły oraz spokojny w stosunku do mnie. On miły i spokojny? Chyba sama nie wierzę w to co myślę. Ktoś taki jak on nie może się zmienić na lepsze. Po kilku minutach dostałam odpowiedź na moją wiadomość. Już nawet nie mogę wyrazić swojego zdania w tym temacie. Po prostu świetnie. Nie mam zamiaru iść z nim gdziekolwiek, a nawet widzieć go na swoje oczy. Jest on jedną z nielicznych osób, które działają mi na nerwy jak nikt inny. Gdyby nie on teraz pewnie czytałabym swoje ulubione książki, a nie siedziała i męczyła się z przepisywaniem notatek w dodatku z wciąż bolącą nogą. Niby jest już lepiej niż wczoraj, ale gdy ją przemęczę to boli jak zaraz po wypadku. Rzuciłam telefon na łóżko, aby mnie nie rozpraszał i wróciłam do poprzednio wykonywanej czynności.
Spakowałam potrzebne książki na jutro i zaczęłam się uczyć na jutrzejszy dawno zapowiadany sprawdzian z matematyki. Nie miałam nawet najmniejszej ochoty uczyć się na ten sprawdzian, bo byłam wykończona, ale z drugiej strony zależy mi na nauce.
Po jakimś czasie opanowałam materiał z którego miał być jutrzejszy sprawdzian. Zeszłam na dół, aby przygotować sobie coś do zjedzenia. Postawiłam na zwykłe tosty z serem i szynką.
- Już nauczona na matematykę? - Zapytała pani Clara stając u progu drzwi od kuchni.
- Tak. - Odpowiedziałam siadając do stołu.
- Chciałabym z tobą porozmawiać. - Oznajmiła kobieta. - Wiem, że jest to dla Ciebie trudne. Jednego dnia mieszkasz w Dublinie, a na drugiego dnia w całkiem innej części Irlandii w dodatku bez matki. Wiem także jaka była twoja przeszłość. Dlatego martwię się gdy spotykasz się z synem Horanów. Mieszkam tu od lat i dobrze wiem jaki on jest. Zresztą zmienia Ciebie i to na gorsze. Jestem pewna, że to przez niego okłamałaś swojego tatę. Nie zabraniam Ci się z zadawać, bo nie jestem twoją matką, ale chciałam Cię tylko ostrzec, bo jak na razie jesteś bardzo pilną uczennicą i nie stwarzasz wielkich problemów, a zadając się z nim wszystko może się w Tobie zmienić i zaważyć na przyszłości.
- Już dobrze wiem jaki on jest. To znaczy po części go rozgryzłam. Nie chcę mieć z nim do czynienia, ale jest strasznie nachalny. - Słysząc to pani Clara zrobiła zszokowaną minę. - Nie w tym sensie co pani myśli! Po prostu nie chce dać mi spokoju.
- Może mam Ci jakoś pomóc, żeby się od Ciebie odczepił? - Zapytała kobieta.
- Nie, dziękuję. Dam sobie sama radę. - Powiedziałam sama nie wierząc w to co mówię.
- W takim razie trzymam za Ciebie kciuki. - Rzekła pani Clara wychodząc z kuchni.
Trochę zdziwiła mnie ta rozmowa. Myślałam, że narzeczona mojego taty nie przepada za mną. Teraz wydaje mi się, że to bardzo miła i troskliwa kobieta. W prawdzie nie zastąpi mi mamy, ale wiem, że mogę na niej polegać.
Wsadziłam talerz do zmywarki i udałam się do mojego pokoju. Było wyjątkowo duszo więc otworzyłam okno i udałam się pod prysznic. Dokładnie umyłam każdą partię mojego ciała. Po skończonej czynności wytarłam ciało ręcznikiem, założyłam piżamę i wyszłam z łazienki.
- Cześć kujonku. - Powiedział Waster leżąc na moim łóżku.
- Jak ty się tutaj dostałeś ?! - Powiedziałam zdziwiona.
- Widzisz, czekałem pod Twoim domem jakąś godzinę. W końcu pomyślałaś o mnie i postanowiłaś otworzyć okno. Szkoda, że nie spuściłaś na dół swego warkocza jak Roszpunka, bo wtedy łatwiej byłoby mi tu wejść. - Zaśmiał się Waster.

  - Otworzyłam okno, ponieważ było mi duszno i nie myśl, że chociaż przez chwilę myślałam o tobie, bo tak nie było. - Oznajmiłam.
 - Tylko winny się tłumaczy. - Chłopak wybuchł śmiechem.
- Zamknij się lepiej, bo mój ojciec Cię usłyszy. - Odrzekłam - Albo nie. Lepiej bądź głośno może sprawi, że stąd wyjdziesz i więcej nie wrócisz.
- Straszysz mnie swoim tatą? - Zapytał z uśmiechem.
- Tak, właśnie to robię. - Odpowiedziałam bez namysłu.
- Dlatego tu jestem, bo sama nie potrafisz sobie poradzić z problemami. - Oznajmił Waster.
- Akurat Ty jesteś moim największym problemem. - Powiedziałam.
- No widzisz. Więc dam Ci radę. Z problemami najlepiej jest się przespać. - Odrzekł robiąc jeden z tych swoich nieznośnych uśmiechów, a na mojej twarzy zapewne pojawiły się rumieńce.
- Wiesz co? Nie wiem po co tu przyszedłeś, ale jak zwykle strasznie mnie wkurzasz więc tam masz okno i możesz już sobie iść. - Powiedziałam poirytowana.
- Myślałem, że jesteś na tyle uprzejma, że odprowadzisz mnie do drzwi, a Ty każesz wychodzić mi przez okno, ale spokojnie daję Ci tydzień, a będziesz mnie odprowadzała pod drzwi w dodatku całując mnie na pożegnanie. - Oznajmił Waster.
- Widzę, że masz strasznie bujną wyobraźnię. - Stwierdziłam.
- A wracając do tego po co tu przyszedłem. - Powiedział. - Hm... W sumie nie wiem, ale zdenerwowało mnie to, że nie zeszłaś. Dobrze wiesz, że mi się nie odmawia i mam nadzieję, że więcej tego nie zrobisz. Cóż musiałem wszystko odwoływać. Restauracja, stolik, orkiestra, kelner. To dużo mnie kosztowało.
- Naprawdę wydałeś na mnie tyle pieniędzy? - Zapytałam zdziwiona.
- Chyba śnisz. Widzisz już mi ulegasz, a tak się zapierałaś. Jednak mam w sobie to coś. - Odrzekł.
- Jesteś świnią. - Powiedziałam.
- Ale i tak mnie lubisz. - Uśmiechnął się.
- Skąd możesz wiedzieć co lubię, a czego nie lubię? - Zapytałam.
- Po pierwsze ja wiem wszystko, a po drugie mnie nie da się nie lubić. - Oznajmił.
- Jestem idealnym przykładem tego, że da się Ciebie nie lubić. - Starałam się mu dogryźć.
- Gdybyś mnie nie lubiła to prawdopodobnie nie rozmawiałabyś teraz ze mną, a ja nie byłbym w twoim pokoju. - Zaśmiał się.
- To wszystko co masz do powiedzenia? - Zapytałam poirytowana.
- Widzisz, zmieniłaś temat. Czyli to wszystko co mówię to prawda. - Odrzekł.
- Zgrywanie mądrego Ci nie wychodzi. - Powiedziałam.
- Ja nie muszę się zgrywać. Jestem mądry od urodzenia. - Oznajmił.
- Szkoda, że tego nie widać. - Rzekłam, a w głębi duszy chciało mi się śmiać z jego niskiego poziomu inteligencji. - Jeśli nie masz już nic więcej do powiedzenia to możesz już iść.
Waster jak na zawołanie wstał. Nie podszedł jednak do okna, a do mnie. Wystraszyłam się.
- Jak sobie życzysz kujonku. - Powiedział patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Nie nazywaj mnie tak. - Oznajmiłam. Naprawdę denerwowało mnie to przezwisko.
- Będę robił co uważam za stosowne i nikt mi tego nie zabroni. - Odrzekł, a nasze oczy spotkały się ze sobą. Niestety. - Bądź gotowa jutro o 7:40. Chyba nie chcesz się spóźnić na pierwszą lekcję. Szczególnie, że mamy sprawdzian.
- Wolę iść pieszo. - Powiedziałam. Czułam się niekomfortowo w tej sytuacji, ale bałam się wykonać jakikolwiek ruch. Mimo tego, że bardzo chciałam.
- A ja wolę po ciebie przyjechać. Tylko się jakoś ubierz. Wszystko tylko nie ten twój stary rozciągnięty sweter. - Szepnął mi do ucha.
- Dobrze wiem jak mam się ubierać. Nie musisz mnie pouczać. - Oznajmiłam.
- Muszę. Dobranoc i niegrzecznych snów o mnie. - Powiedział i.... pocałował mnie w policzek.
Stałam oszołomiona całą tą sytuacją patrząc jak wychodzi przez okno. Jestem zła na siebie, że mu uległam. Pewnie jest teraz z siebie zadowolony. Wiem, że pakuję się w kłopoty. Muszę jakoś temu zaradzić. Zresztą obiecałam to pani Clarze.
Zamknęłam okno i usiadłam na łóżku. Jestem przekonana, że dzisiejszej nocy nie zmrużę oka. W mojej głowie roiło się od myśli głównie przez ten mały pocałunek. Dla innych wydałoby się to normalnie, bo przecież w dzisiejszych czasach nawet dziewczyny witają się buziakiem w policzek. Jednak wydaje mi się, że to posunięcie Wastera nastąpiło za szybko. Znam go zaledwie kilka dni. Boję się, że będzie tak jak kiedyś. Nie chcę wchodzić w złe towarzystwo jakim jest Niall i jego koledzy. Jestem prawie przekonana, że wróciłabym wtedy do imprez i alkoholu, a tego już definitywnie nie chcę. A co jeśli nie uda mi się i będę musiała robić to co mi każe tak jak do tej pory?
Postanowiłam poczytać książkę, aby jakoś zapomnieć o wydarzeniach, które dzisiaj mi się przytrafiły. Wzięłam pierwszą lepszą z półki i wróciłam na łóżko. Położyłam się i zanurzyłam się w lekturze. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Kolejne dni zapowiadają się coraz gorzej, chyba, że uda mi się jakoś temu zaradzić.



















niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 5.

Obudziłam się gdy przez okno zaczynały padać promienie słońca. Byłam trochę zdezorientowana i do końca nie wiedziałam gdzie jestem. Po chwili jednak przypomniałam sobie co działo się ostatniej nocy. Byłam na siebie zła, że uległam Wasterowi. Chociaż obiecał mi, że da mi spokój więc może nie będzie najgorzej? Postanowiłam zejść na dół, lecz gdy tylko wstałam z łóżka moja noga dała o sobie znać w postaci ogromnego bólu. Niby małe otarcie nabojem od pistoletu, ale boli jak cholera. No cóż muszę przezwyciężyć ból. Nie będę tu przecież leżeć całą wieczność. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zorientowałam się, że mam na sobie jedynie koszulkę Nialla. Naciągnęłam ją jak najmocniej się dało i pokuśtykałam na dół nieźle się przy tym męcząc.
- Cześć kuśtyku. - Powiedział Niall siedząc na kanapie. Zignorowałam go.
- Widzę dzisiaj humor Ci nie dopisuje. Jak tam noga ? - Zapytał.
- W miarę dobrze. - Odpowiedziałam.
- Chodź, zmienię Ci opatrunek.  - Powiedział wstając z kanapy.
- Nie ma takiej potrzeby. - Odrzekłam.
- Mnie się nie odmawia. - Oznajmił.
- Wiesz, lubię łamać zasady więc nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby złamać również tą zasadę. - Powiedziałam.
- Jesteś tego pewna? - Zapytał stając naprzeciwko mnie.
- Tak, jestem pewna. - Odpowiedziałam.
- Jeszcze kilka dni temu byłaś na tyle nieśmiała, że bałaś się do mnie odezwać, a teraz swobodnie do mnie pyskujesz. - Zaśmiał się i założył kosmyk moich włosów za ucho.
- Widzisz. To przez Ciebie. Ty też jesteś chamski i bezczelny. - Odpowiedziałam robiąc jeden krok w tył.
- Życie mnie tego nauczyło. - Powiedział i ewidentnie wkurzony usiadł na kanapie zapalając papierosa.
- Ty palisz ? - Zapytałam zdziwiona.
- Dziwi Cię to? To normalne. Nie mów, że nigdy nie próbowałaś. - Zadrwił ze mnie.
- Nie, nie dziwi mnie to. Po prostu nie chcę przebywać w towarzystwie ludzi palących. To dość nie zdrowe i uzależnia. - Powiedziałam.
Pouczam Wastera, a 3 lata temu sama nie byłam lepsza. Nie chcę do tego wracać. Zbyt bardzo męczyłam się z zerwaniem z tym nałogiem i udało mi się.
- Widzę, że jeszcze nie zasmakowałaś prawdziwego życia. - Zaśmiał się. Mówią, że to kobiety mają zmienne nastroje, ale Waster jest idealnym przykładem tego, że faceci wcale nie są lepsi.
- Wiem o nim więcej niż Ci się wydaję. - Uśmiechnęłam się.
Pokuśtykałam do łazienki, żeby przebrać się we wczorajsze nie komfortowe ubranie.
- Na mnie już chyba pora. - Oznajmiłam.
- Czekaj podwiozę Cię. Nie będziesz się męczyła z tą nogą. - Powiedział zakładając buty.
- Któż by pomyślał, że ty taki wyrozumiały jesteś. - Powiedziałam sarkazmem.
- Widzisz. Nawet mnie nie znasz. - Uśmiechnął się i wyszliśmy z domu, a następnie udaliśmy się do samochodu.
Po dosłownie 10 minutach zaparkowaliśmy pod moim domem.
- No to cześć. - Powiedziałam wychodząc z pojazdu. - Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój według naszej umowy.
- Wiesz... Jestem jedną z osób które nie dotrzymują obietnic więc sorry. - Odpowiedział i ukazał rząd swoich idealnie prostych zębów.
- Świnia. - Skomentowałam i udałam się do domu.
Ledwie zdążyłam otworzyć drzwi, a ojciec pojawił się w przedpokoju.
- Gdzieś ty była tyle czasu i kto to był ten z którym przyjechałaś ?! - Powiedział dość głośno
- Mówiłam Ci już, że byłam na urodzinach, a przywiózł mnie brat solenizantki. - Oznajmiłam spokojnie.
- Miałaś wrócić o 23:00, a tymczasem jest 8:30. Dostajesz szlaban ! Zero wychodzenia z domu po 17:00 ! - Podniósł swój ton głosu.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale za 4 miesiące kończę 18 lat. Szlabany mogłeś mi dawać kiedy miałam 13 lat, a Ty w tym czasie zabawiałeś się tutaj razem z Clarą, a mnie i mamę miałeś gdzieś !
- O nie moja droga ! Marsz do swojego pokoju ! Ale to już ! - Krzyknął.
Ból w mojej nodze powoli ustawał więc mogłam przejść tak, że mój ojciec nic nie zauważył. Całe szczęście, bo zrobiłby mi jeszcze większą awanturę, a tego wolałam uniknąć. Miałam go z całego serca dość. Moje życie i moje problemy nie rozumiem dlaczego on się w to wszystko miesza. Wiem, że chce dobrze, ale jak zwykle wychodzi źle.
Zaraz po wejściu do pokoju ściągnęłam opatrunek. Mama uczyła mnie, że rana na powietrzu szybciej się zagoi. Chociaż w tym przypadku wątpię, żeby to coś pomogło, ale zawsze warto spróbować. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym co wydarzyło się ostatniej nocy oraz o moim życiu w Dublinie.

Niall's POV
Po tym jak Maggie weszła do domu postanowiłem udać się do Harrego. Mieszkał naprzeciwko Mag więc bez problemu tam trafiłem.
- Siema stary. - Krzyknąłem gdy przekroczyłem próg domu.
- O siemasz Horan. - Odpowiedział Harry wychodząc z pokoju.
- Odwoziłem Maggie i pomyślałem, że wpadnę. Chyba jakoś bardzo Ci nie przeszkodziłem. - Zaśmiałem się.
- Nie. Akurat oglądamy powtórkę z wczorajszego meczu z Zaynem i Louisem. Idź do nich ja zaraz do was dołączę. - Powiedział i zniknął w kuchni.
Udałem się do pokoju w którym siedziała reszta znajomych.
- Nie strzelił pewniaka. Co za ciota. Rozegrałbym to lepiej. - Mówił poirytowany Louis.
- Z pewnością. - Dopowiedziałem.
- O cześć stary. - Powiedział Zayn. - Jak tam ta twoja Maggie?
- A jak ma być? Dostała pewnie niezły opiernicz od ojca. - Powiedziałem otwierając puszkę piwa, którą własnie przyniósł Harry.
- No to ostro. - Odrzekł Harry.
- Wiesz stary, muszę stwierdzić, że z niej to nawet niezła dupa jest. Tylko zbyt grzeczna jak na mnie. - Oznajmił Malik.




- Gdyby zaczęła nosić takie krótkie spódniczki to może mógłbym się nad nią zastanowić. - Zaśmiałem się. - Na jedną noc oczywiście.
- Horan nie zawracaj sobie nią dupy. W mieście jest około 50 dziewczyn milion razy lepszych od niej, które zrobiłyby wszystko, żebyś tylko się do nich odezwał. - Odrzekł Louis.
- Bardziej satysfakcjonuje mnie zdobycie jej. Inne dziewczyny uległyby mi gdybym pstryknął palcem, a o Maggie trzeba się postarać. - Oznajmiłem.
- Jesteś głupi. - Skomentował to Louis.
- Nie. Po prostu lubię sobie co jakiś czas postawić poprzeczkę wyżej. - Uśmiechnąłem się.
- W takim razie dam Ci 100 dolarów jeśli uda Ci się z nią przespać w ciągu miesiąca. - Powiedział Zayn.
- Kpisz sobie ze mnie. Uda mi się to zrobić w ciągu 10 dni. - Zaśmiałem się.
- Zobaczymy. Czyli zakład od jutra aktywny? - Zapytał Malik.
- Jasne. - Powiedziałem pewny siebie, choć wiem w jak wielkie gówno się pakuje.
- Więc powodzenia stary. - Harry poklepał mnie po ramieniu.
- Nie dzięki. - Odpowiedziałem. - Będę się zwijał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście. Na razie.
- Nara. - Odpowiedział Louis, a ja opuściłem dom Harrego. Ten tydzień zapowiada się niezmiernie ciekawie.

















poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 4.

Popatrzył się w stronę mojego okna. Zobaczył mnie. Tak bardzo zastanawiało mnie po co on tu przyjechał. Przecież jestem tylko zapatrzoną w siebie debilką. Niby to tylko kilka słów wypowiedzianych nieumyślnie, a dla mnie to jak nóż w plecy. Ja nie znam jego przeszłości. Zresztą on mojej też.
Usłyszałam wibrację swojego telefonu. Kolejny sms od tej samej osoby.

'' Zejdź do nas. Mam do Ciebie sprawę. Ważną sprawę."

Przestraszyłam się. Serce podpowiadało mi, że mam wykonać to polecenie, ale rozum mówił, że mogę wkręcić się w coś niebezpiecznego. Jednak podpowiedź serca zwyciężyła. Ubrałam ciepłą bluzę, trampki i wyszłam z domu. Na całe szczęście nikt nie pytał się mnie gdzie wychodzę i o której będę. 
- Więc po co miałam tu przyjść? - Zapytałam prosto z mostu.
- A grzeczniej? - Zapytał Waster.
- Nie zasłużyłeś na moją uprzejmość wobec ciebie. - Oznajmiłam na co jeden z jego kolegów zaśmiał się.

- No cóż. W takim razie to Harry i Zayn. Zapamiętaj jedno z tych imion, bo którejś nocy możesz je głośno krzyczeć. - Zaśmiał się Niall.
- Nie popisałeś się tym razem. - Odpowiedziałam. Dlaczego przy jego obecności nie potrafię być miła?
- No dobra. Przejdźmy do interesu. Za około godzinę rozpoczynamy misję. Jesteś nam potrzebna. - Odrzekł.
- Masz odwagę tu w ogóle przychodzić i prosić mnie o przysługę jeśli jakieś 5 godzin temu zrównałeś mnie z błotem? Ty to jednak jesteś głupi - Powiedziałam                                      
 - Czyli nam nie pomożesz? - Zapytał
- Nie, nie pomogę. - Odpowiedziałam.                                                

- A jeśli po tej akcji dałbym Ci spokój? - Uśmiechnął się.
- Nie wierzę Ci. - Odrzekłam.
- To musisz uwierzyć. - Powiedział.
- Ale na jutro jest dużo nauki, a ja jeszcze nie zdążyłam nic zrobić. - Zaczęłam szukać jakiejś wymówki, jednak tą tylko się ośmieszyłam.
- Horan ty to chyba starasz się przekonać przyszłą zakonnicę. - Harry próbował powstrzymać śmiech.
- Dobra koniec. Zgadzam się, ale wy jesteście świadkami jego przysięgi. - Oznajmiłam, a jego koledzy tylko pokiwali głową.
- Wiedziałem, że ulegniesz. W takim razie idź przebierz się w coś wyzywającego. Hm... Najlepiej małą czarną. - Oznajmił Waster.
- Chyba Cię pogrzało. Nie jestem dziwką. - Powiedziałam zbulwersowana.
- Dziwką może nie, ale dzisiejszego wieczoru musisz zwabić do nas aż 3 facetów. - Odrzekł.
- Co? - Zapytałam z niedowierzaniem.
- To co słyszałaś. - Odpowiedział Zayn.
- Ugh... Nie wierzę, że zgodziłam się wam pomóc. - Odpowiedziałam i wróciłam do domu aby się przygotować.
- W takim razie masz 30 minut. My tu poczekamy. - Oznajmił Harry.

Skierowałam się do swojego pokoju, aby znaleźć jakieś stosowne ubranie. W sumie to miałam z czego wybierać. Wszystkie ubrania po dawnej mnie zostały. Znalazłam krótką, czarną sukienkę nadającą się na dzisiejsze zadanie. Rozpuściłam i wyprostowałam włosy oraz poprawiłam swój makijaż. Moim skromnym zdaniem wyglądam nieźle.
Starałam jak najciszej wyjść z domu, ale oczywiście nie udało mi się to.
- A gdzie to się wybierasz? - Mój tato wychylił głowę z pokoju.
- No ten... Do koleżanki na urodziny idę. Zaprosiła mnie dzisiaj i nie miałam czasu, żeby Ci o tym powiedzieć. - Wyjąkałam.
- Tak ubrana? - Zapytał.
- Tato, dobrze wiesz, że teraz wszystkie dziewczyny tak chodzą ubrane. Poza tym to jej osiemnaste urodziny i robi je w klubie, więc muszę jakoś wyglądać. - Oznajmiłam.
- Skoro tak uważasz. O której wrócisz? - Zadał kolejne pytanie.
- Um... Nie wiem, bo wiesz to osiemnaste urodziny, ale wydaje mi się, że gdzieś o 23:00 powinnam już być. - Odpowiedziałam.
- A co ze szkołą? Przecież jutro jest środa. - Wypytywał ojciec.
- Jutro mamy wolne, bo... bo jest awaria ogrzewania w szkole i trzeba to naprawić. - Wymyśliłam.
- W takim razie idź. Weź klucze do domu i uważaj na siebie. Dobrej zabawy. - Powiedział tato.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i wyszłam z domu.

-  No nareszcie. - Powiedział Waster. - Dobrze wyglądasz. Powinnaś się tak częściej ubierać.
- W twoich snach. - Oznajmiłam.
- W moich snach to byłabyś bez tych ubrań. - Zaśmiał się, a ja poczułam jak zaczynam się rumienić.
- Dobra skończ już. Musimy się zbierać. - Powiedział Zayn.
Zajęłam miejsce obok Harrego i ruszyliśmy. Szczerze mówiąc nie wiem po co to robię. Może dlatego, że jestem na tyle naiwna i wierzę, że Waster da mi spokój? Boję się, że w jego towarzystwie wrócę do tego sprzed trzech lat. Ciągłe imprezy, alkohol i papierosy to jest to co robiłam mając 15 lat. Potem spotkałam ludzi, którzy pomogli mi wyjść z tego gówna. To właśnie dla nich nie chciałam opuszczać Dublina i to właśnie przez nich przywiązywałam uwagę do nauki i ocen, a nie do imprez.
- Jesteśmy na miejscu. Maggie widzisz tych 3 tam przy wejściu? - Zapytał Waster, a ja w odpowiedzi pokiwałam głową.
- Musisz sprawić, aby poszli za tobą. Tylko uważaj, bo nie są głupi. Damy Ci podsłuch i jak coś się będzie działo to krzyknij pomocy, a my tam się zaraz zjawimy. Będziemy czekać za budynkiem i tam masz z nimi przyjść. Wyjdziesz bocznym wyjściem, żeby nam nie uciekli. Jak już ich do nas zaprowadzisz to uciekaj do samochodu, będzie otwarty. - Tłumaczył. - No więc powodzenia.
Wyszłam z samochodu i kierowałam się według poleceń Wastera. Boję się. Strasznie się boję.
Starałam się zwrócić swoją uwagę i udało się. Podeszli do mnie.
- Co taka ślicznotka robi tu sama? - Zapytał jeden z nich.
- Chyba możemy do Ciebie dołączyć, prawda? - Zapytał kolejny.
- Jasne. - Odpowiedziałam śmiało. Przynajmniej tak mi się wydaję.
Pociągnęłam ich w stronę parkietu. Miałam dość tego, że patrzyli się na mnie jak pies na kość, ale musiałam brnąć dalej. Tańczyłam ocierając się o nich co widocznie im się spodobało. Po kilku minutach takiego tańca postanowiłam przejść do sedna tej misji.
- Muszę iść się przewietrzyć. Jeśli chcecie to chodźcie ze mną. - Powiedziałam do jednego z nich.
Złapali to. Wyszłam bocznym wyjściem modląc się, żeby Waster z kolegami tam był. Zrobiłam tak jak mi kazał i od razu po wyjściu z budynku zaczęłam biec w stronę samochodu. Za sobą słyszałam tylko strzały z pistoletu. Poczułam straszny ból tuż obok kostki. Syknęłam z bólu i usiadłam na krawężniku. Spojrzałam na nogę z której sączyła się krew. Ktoś przez przypadek musiał strzelić tak, że nabój od pistoletu otarł mi się o nogę.

Niall's POV
Zobaczyłem jak Mag siada na krawężniku łapiąc się na nogę lecz musiałem się skupić na naszych ofiarach. Nie byli uzbrojeni więc było dość łatwo, ale mimo to musiałem być czujny. Udało się. Zabiliśmy ich. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby nie złapały nas gliny.
- Horan coś jest z tą twoją laską. - Krzyknął Harry.
- Ona jeszcze nie jest moja. - Odpowiedziałem i podbiegłem do niej. - Co jest?
- Słabo mi i patrz. - Powiedziała wskazując na swoją nogę.
Któryś z nas musiał przez nieuwagę strzelić w jej kierunku. Świetnie, może teraz jeszcze trzeba będzie jechać do szpitala. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Postanowiłem zabrać ją do siebie i tam opatrzyć jej nogę, ewentualnie przenocować, bo nie puszczę jej w takim stanie do domu.
- Zayn jedź do mnie. Trzeba zatamować to krwawienie. - Powiedziałem zdenerwowany.
Przez całą drogę siedziała na moich kolanach. Była silna. Wiem jaki to ból, bo nie raz zostałem otarty przez nabój.
- Niall to boli. - Powiedziała.
- Spokojnie zaraz przestanie. Musisz wytrzymać jeszcze 10 minut. - Powiedziałem. Chyba pierwszy raz usłyszałem jak powiedziała do mnie po imieniu. Moje imię całkiem inaczej brzmiało z jej ust. Nie przywiązuję większej uwagi co do brzmienia mojego imienia, ale tak mi się wydaje.
Gdy zaparkowaliśmy pod domem szybko wysiadłem z pojazdu i udałem się do domu. Otworzenie drzwi sprawiało mi mały kłopot, bo ciągle na rękach miałem Meg. Zaraz po wejściu do domu położyłem ją na kanapie w salonie. Pobiegłem po apteczkę. Gdy wróciłem obok niej stał już Harry i Zayn.
- Jak to się stało? - Zapytał Zayn.
- Któryś z nas przez nieuwagę musiał strzelić w jej kierunku i nabój dość mocno otarł się o jej nogę. - Odpowiedziałem nalewając wody utlenionej na jej ranę.
- Auł. - Jęknęła z bólu.
Było mi jej żal i czułem się winny. Na ogół jestem zimnokrwistym draniem jeśli chodzi o uczucia, ale teraz naprawdę czuję, że to przeze mnie. Gdybym nie zmusił ją do tej misji to nic by się nie stało.
- Zostajesz u mnie do rana. - Powiedziałem kończąc bandażować ranę.
- Co?! Nie mogę. Powiedziałam ojcu, że będę po 23 w domu. Poza tym po misji miałeś mi dać spokój. - Oznajmiła.
- Jutro odprowadzę Cię do domu i wszystko wytłumaczę twojemu tacie. W takiej sytuacji na pewno nie dam Ci spokoju. - Uśmiechnąłem się.
- Ugh... Mój tata się wścieknie. - Odrzekła.
- Zrobię to tak, że jeszcze będzie zachwycony moją osobą. - Zaśmiałem się.
- Jesteś głupi. - Powiedziała.
- Ale mnie lubisz. - Oznajmiłem
- Dobra stary, my się już zwijamy. Do jutra. - Odrzekł Harry.
- Cześć. - Powiedziałem.

Maggie's POV
- Jestem zmęczona. - Powiedziałam ziewając.
- Czekaj dam Ci moją koszulkę. - Oznajmił Waster i poszedł na piętro.
Według mnie mogłabym wrócić do domu, ale on się uparł. Jestem pewna, ze jutro w domu będę miała piekło.
- Trzymaj. Łazienkę masz tam. - Powiedział wskazując ręką na drzwi.
- Dzięki. - Odpowiedziałam.
- Niema za co. - Powiedział uśmiechając się.
Skierowałam się do łazienki. Postanowiłam skorzystać z jego prysznica, chyba nie będzie miał mi tego za złe. Użyłam jego płynu do kąpieli przez co pachniałam trochę męsko, ale nie przeszkadzało mi to. Po wyjściu spod prysznica ubrałam się w jego koszulkę, Sięgała mi ona prawie do kolan i była przesiąknięta męskimi perfumami.
Kuśtykając wróciłam do salonu. Noga bolała już trochę mniej, ale nadal dość mocno.
- Moje ubrania pasują Ci bardziej niż sukienki. - Stwierdził Niall popijając piwo.
- Ale jednak wolę sukienki. - Uśmiechnęłam się.
- A ja jednak wolę Ciebie w wersji bez ubrań. - Zaśmiał się.
- Jesteś strasznie głupi i zboczony. - Oznajmiłam.
- No cóż. Moja sypialnia jest u góry. Chodź pomogę Ci tam dojść. - Powiedział i chciał mnie wziąć na ręce.
- Dam sobie radę sama. - Odrzekłam.
- Na pewno? - Zapytał.
- Na pewno - Odpowiedziałam.

- Więc tu będziemy spać. - Powiedział Waster stając w pokoju.
- My? - Zapytałam.
- Tak. Ty i ja. - Odpowiedział.
- Chyba wolę spać w salonie na kanapie. - Oznajmiłam.
- Oj nie wygłupiaj się. Przecież Cię nie zjem. - Zaśmiał się.
- Ale naprawdę wolę kanapę w salonie. - Odrzekłam.
- Ugh... Widzę, że nie dojdę z tobą do porozumienia. W takim razie ja śpię w salonie, a Ty tutaj. - Powiedział.
- No dobra. - Oznajmiłam rozkładając się na jego łóżku.
- Więc dobranoc. - Odrzekł i skierował się w stronę drzwi.
- Waster. - Powiedziałam
- Co? - Zapytał.
- Zostawisz zapalone światło? - Zapytałam zawstydzona.
- Nie martw się duchy nie istnieją. - Zaśmiał się.
- To nie jest śmieszne. - Powiedziałam i obróciłam się tyłem do niego z założonymi rękami.
- Zostawię tylko się nie obrażaj, kujonku. - Powiedział
- Odwal się ode mnie. - Oznajmiłam poirytowana.
- Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać. - Powiedział.
- To dobrze, że ty mi nie. - Odrzekłam.
- Co powiedziałaś? - Zapytał.
- To co powinieneś bardzo dobrze usłyszeć. - Odpowiedziałam.
- Zaczynasz być chamska. - Stwierdził.
- Uczę się od najlepszych. - Powiedziałam. - Dobrej nocy.
- Dobranoc. - Powiedział i zamknął drzwi.
Zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia. W dodatku wydaję mi się, że zaczynam łapać z Niallem wspólny język. To nie skończy się dobrze...










środa, 28 maja 2014

Rozdział 3.


   Akurat obok niej stał Waster z dwójką innych chłopaków.
- No świetnie. - Pomyślałam
Podeszłam do szafki, żeby odłożyć książki. Spojrzałam na chwilę w stronę Wastera, który był zajęty rozmową z kolegami. Dziewczyny przechodzące obok dosłownie rozbierały go wzrokiem.
Nie dziwię im się, bo Niall jest jednym z przystojniejszych chłopaków w tej szkole, którego do tej pory widziałam. Szkoda, że nie jest też taki wspaniały z charakteru. jego pewność siebie mnie irytuje.
- Maggie, jeśli nie możesz się na mnie napatrzeć to umówmy się po szkole. Wtedy będziesz miała mnie na wyłączność. - Z przemyśleń wyrwał mnie głos Wastera.
- Gamoń.- Powiedziałam chicho.
- Ale lubisz tego gamonia. - Odrzekł.
Zignorowałam go. Czułam jak moje policzki zaczynają się czerwienić. Ugh... Nienawidzę go. Jestem prawie pewna, że nie da mi spokoju.
Zadzwonił dzwonek na lekcje, więc udałam się na biologię.

Kolejne lekcje mijały ciekawiej niż pierwsza. Może dlatego, że Waster nie odzywał się do mnie?
Tak, wydaje mi się, że to był powód mojego zainteresowania się lekcją.

Wracając ze szkoły planowałam sobie popołudnie. Chciałabym dokładniej poznać Mullingar. Może poproszę o to Anne? Jeśli się nie zgodzi to najwyżej spędzę kolejny dzień na czytaniu książek.

                                        Nagle obok mnie zatrzymał się czarny Land Rover.
- Może podwieźć Cię do domu? - Z okna wychylił się Waster.
- Może jednak nie? - Odpowiedziałam.
- Wiem, że marzysz o tym, abym zawiózł Cię do domu, więc nie zgrywaj nieśmiałej. - Oznajmił.
- Jedyne o czym teraz marzę to to, abyś dał mi spokój. - Powiedziałam.
- Rano się do mnie przytulałaś, a teraz udajesz, że się nie znamy. Ahh... Te kobiety. - Zaśmiał się Niall.
- Odwal się ode mnie gamoniu. - Powiedziałam poirytowana.
- A może jednak nie? - Przedrzeźniał mnie.
- Jak długo masz zamiar za mną jeździć? - Zapytałam.
- Dopóki nie wsiądziesz ze mną do tego auta. Naprawdę wolę jeździć z tobą, niż za tobą.
- Obawiam się, że jednak będziesz musiał przyzwyczaić się do jeżdżenia za mną. - Powiedziałam idąc przed siebie.
- Uwierz mi, że nie. Mój urok osobisty zadziała na każdą. - Oznajmił.
- Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś głupi? Dziwię się jak twój ojciec z Tobą wytrzymuje. - Odrzekłam zdenerwowana.
- Nie pozwalaj sobie za dużo. Jeszcze nie wiesz z kim masz do czynienia. - Podniósł swój ton głosu, a jego oczy pociemniały.
- Tak, wiem. Z syneczkiem tatusia, lowelasem i hm... skoro masz swój gang to pewnie też ćpunem. - Powiedziałam.
Po chwili pożałowałam swoich słów. Zdenerwowany Niall wysiadł z samochodu.
- Słochaj. Nie masz prawa nazywać mnie ćpunem i synalkiem tatusia. Nie wiesz jak wygląda moje życie głupia debilko zapatrzona w siebie, a teraz właź do tego auta, póki jeszcze jestem dla Ciebie miły. - Mówił szarpiąc mnie za nadgarstki.
- Puść mnie kretynie to boli. - Powiedziałam wystraszona.
Zrobił to co mu kazałam po czym wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon.


Po zjedzonej kolacji postanowiłam obejrzeć jakiś film. Postawiłam na " Step Brothers". Podczas oglądania komedii zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie pisało, że mam nową wiadomość od nieznanego numeru.
"Popatrz na ulice przez okno albo balkon"
Lekko wystraszona wykonałam polecenie. Stał tam samochód, a o niego opartych 3 kolesi. Zaraz, zaraz... Jeden z nich to Waster! Po co on tu przyjechał? Czego ode mnie chce? Skąd ma mój numer?!









niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 2.

  Po zjedzonym obiedzie udałam się do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na Facebooku z nadzieją, ze będę mogła popisać z moją przyjaciółką z Dublina. Niestety nie była ona dostępna. Wylogowałam się i zabrałam się za odrabianie zadania domowego. Może Waster ma rację, że przesadzam z nauką? Ale z drugiej strony chcę w przyszłości mieć dobrą pracę. Przyzwyczaję się do tego, że dla niego zawsze będę kujonem. 
Zrobienie zadania domowego zajęło mi nie więcej niż pół godziny. W Dublinie resztę wolnego czasu poświęciłabym przyjaciołom. Żałuję, że nie wzięłam numeru telefonu Anne, bo może wtedy miałabym z kim się spotkać. Niestety teraz zostało mi tylko się nudzić. 


  Obudził mnie śpiew ptaków. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7:20. Zerwałam się z łóżka jak poparzona. Starałam się jak najszybciej wykonać wszystkie czynności poranne. Wyszłam z domu 10 minut przed rozpoczęciem lekcji.
- No świetnie. Nie zdążę! - Powiedziałam sama do siebie.
Grupy mijających mnie nastolatków z innych szkół patrzyli na mnie jak na psychopatkę, bo kto biegnie do szkoły, żeby zdążyć na lekcję? Poza mną chyba nikt.
Po kilku minutach biegu złapała mnie kolka i musiałam się zatrzymać.                                                           - Kogo moje piękne oczy widzą. - Usłyszałam głos za sobą.

Odwróciłam się i ujrzałam Wastera na skuterze. 
No świetnie. Jeszcze on mi do szczęścia potrzebny.
- Za to moje oczy widzą kogoś, kogo nie chciałby widzieć. - Odpowiedziałam, a on totalnie zlekceważył moje słowa.
- Zgaduje, że idziesz do szkoły. - powiedział i spojrzał na zegarek. - Jest jeszcze jakieś 5 minut do rozpoczęcia lekcji, ale skoro wolisz rozmawiać ze mną...
- Nie, właściwie to nie chcę nawet na ciebie patrzeć, więc cześć. - Przerwałam mu i już miałam odchodzić, ale on powiedział.
- I tak nie zdążysz dojść do szkoły w 4 minuty, jedynym wyjściem z tej sytuacji jest to, żebyś wsiadła ze mną na skuter.
- Po moim trupie. - Oznajmiłam bez namysłu.
- Wolisz spóźnić się na lekcje i dostać wpis do dziennika? - Zapytał.
W sumie to miał rację, nie chcę się spóźnić na lekcję.
- No dobra, ale chcę żebyś wiedział, że wsiadam na ten skuter z tobą tylko dlatego, żeby nie spóźnić się do szkoły. - Oznajmiłam.
- Nie gadaj, tylko wsiadaj. - Powiedział.
Zajęłam miejsce pasażera. Zaczęłam się rozglądać za czymś, czego mogłabym się trzymać podczas jazdy. Niall zaśmiał się pod nosem.
- Przytul się do mnie. - Powiedział.
- Co? - Zapytałam niepewna.
- Przytul się do mnie. - Powtórzył.
Oplotłam rękami jego brzuch, a on przycisnął je mocniej, tak, że siedziałam oparta o jego plecy. W myślach widziałam już ten jego uśmieszek. Dlaczego on musi być, aż tak irytujący?


  Weszliśmy do szkoły równo z dzwonkiem na lekcje. Pobiegliśmy na 1 piętro i udaliśmy się do klasy, gdzie miała odbyć się geografia. Gdy weszliśmy do klasy wszyscy łącznie z panią Fox skierowali wzrok w naszą stronę.
- Przepraszamy za spóźnienie, ale wie pani spotkaliśmy się po drodze i od słówka do słówka, a ja nie mogłem ominąć tej okazji i musiałem... - Tłumaczył Waster, a cała klasa wybuchła śmiechem. 
- Nie musicie się tłumaczyć. - Przerwała nauczycielka.
Wyobrażam sobie o jakiej okazji myśli cała klasa. Szczerze mówiąc miałabym to samo na myśli gdyby ktoś wszedł do klasy cały czerwony z rozczochranymi włosami w dodatku tłumacząc się  ten sposób. Tymczasem ja tylko jechałam z nim na skuterze. Miałam ochotę zabić go za tą jednoznaczność.
Zajęłam miejsce w pierwszej lepszej wolnej ławce. Na szczęście Waster nie usiadł obok mnie.
Rozpoczęła się lekcja. Nie miałam jednak głowy do tego, aby słuchać nauczycielki. Byłam zła na sobie o to, że zgodziłam się jechać z nim na tym skuterze. Z drugiej strony gdyby nie on to pewnie miałabym już pierwszy wpis w dzienniku. Może mam mu podziękować? Pomógł mi bez mojej prośby, więc chyba nie muszę. Jeszcze pomyśli, że zaczynam mu ulegać, a tak nie jest. On nadal jest głupim gamoniem.
Z moich przemyśleń wyrwała mnie zwinięta kartka, która wylądowała na moim stole. Otworzyłam ją i przeczytałam jej treść.

  Muszę stwierdzić, że nieźle przytulasz. Ciekawe czy tak samo dobrze całujesz?
 Nie myśl, że podwiozłem Cię z dobrego serca. Czekam na rewanż. 

 Więc może dziś wieczorem u Ciebie ?
  PS. Nie myśl za dużo mnie ;*
                                                                 Waster xx


Czy wspominałam już, że jest idiotą?
Postanowiłam mu odpisać. Może da mi w końcu spokój.

  Nie rób sobie nadziei. Nic z tego nie będzie.
  PS. Nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałam o tobie.

                                                                         Maggie.

Poczekałam aż nauczycielka będzie zapisywać coś na tablicy i odrzuciłam mu karteczkę. Odwróciłam się, żeby upewnić się czy przeczytała ją prawidłowa osoba. Na szczęście przeczytał ją Waster. Niby nie ma na niej nic ważnego, ale i tak bałam się, że ktoś mógłby pomyśleć, że ze sobą kręcimy.
Lekcja dobiegła końca. Niall jako pierwszy wyszedł z klasy. Ja zostałam jeszcze, aby zanotować zadanie domowe. Wyszłam z klasy i poszłam odłożyć książki do swojej szafki. 
Akurat obok niej stał Waster z.....
________________________________________________________________
Hej ;3
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Wydaje mi się nudny :c
Zauważyłam, że już 3 osoby czytają mojego bloga. Dziękuję <3
BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE. MOTYWUJĄ MNIE DO PISANIA ROZDZIAŁU!!!Do następnego ! ;*