niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 5.

Obudziłam się gdy przez okno zaczynały padać promienie słońca. Byłam trochę zdezorientowana i do końca nie wiedziałam gdzie jestem. Po chwili jednak przypomniałam sobie co działo się ostatniej nocy. Byłam na siebie zła, że uległam Wasterowi. Chociaż obiecał mi, że da mi spokój więc może nie będzie najgorzej? Postanowiłam zejść na dół, lecz gdy tylko wstałam z łóżka moja noga dała o sobie znać w postaci ogromnego bólu. Niby małe otarcie nabojem od pistoletu, ale boli jak cholera. No cóż muszę przezwyciężyć ból. Nie będę tu przecież leżeć całą wieczność. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zorientowałam się, że mam na sobie jedynie koszulkę Nialla. Naciągnęłam ją jak najmocniej się dało i pokuśtykałam na dół nieźle się przy tym męcząc.
- Cześć kuśtyku. - Powiedział Niall siedząc na kanapie. Zignorowałam go.
- Widzę dzisiaj humor Ci nie dopisuje. Jak tam noga ? - Zapytał.
- W miarę dobrze. - Odpowiedziałam.
- Chodź, zmienię Ci opatrunek.  - Powiedział wstając z kanapy.
- Nie ma takiej potrzeby. - Odrzekłam.
- Mnie się nie odmawia. - Oznajmił.
- Wiesz, lubię łamać zasady więc nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby złamać również tą zasadę. - Powiedziałam.
- Jesteś tego pewna? - Zapytał stając naprzeciwko mnie.
- Tak, jestem pewna. - Odpowiedziałam.
- Jeszcze kilka dni temu byłaś na tyle nieśmiała, że bałaś się do mnie odezwać, a teraz swobodnie do mnie pyskujesz. - Zaśmiał się i założył kosmyk moich włosów za ucho.
- Widzisz. To przez Ciebie. Ty też jesteś chamski i bezczelny. - Odpowiedziałam robiąc jeden krok w tył.
- Życie mnie tego nauczyło. - Powiedział i ewidentnie wkurzony usiadł na kanapie zapalając papierosa.
- Ty palisz ? - Zapytałam zdziwiona.
- Dziwi Cię to? To normalne. Nie mów, że nigdy nie próbowałaś. - Zadrwił ze mnie.
- Nie, nie dziwi mnie to. Po prostu nie chcę przebywać w towarzystwie ludzi palących. To dość nie zdrowe i uzależnia. - Powiedziałam.
Pouczam Wastera, a 3 lata temu sama nie byłam lepsza. Nie chcę do tego wracać. Zbyt bardzo męczyłam się z zerwaniem z tym nałogiem i udało mi się.
- Widzę, że jeszcze nie zasmakowałaś prawdziwego życia. - Zaśmiał się. Mówią, że to kobiety mają zmienne nastroje, ale Waster jest idealnym przykładem tego, że faceci wcale nie są lepsi.
- Wiem o nim więcej niż Ci się wydaję. - Uśmiechnęłam się.
Pokuśtykałam do łazienki, żeby przebrać się we wczorajsze nie komfortowe ubranie.
- Na mnie już chyba pora. - Oznajmiłam.
- Czekaj podwiozę Cię. Nie będziesz się męczyła z tą nogą. - Powiedział zakładając buty.
- Któż by pomyślał, że ty taki wyrozumiały jesteś. - Powiedziałam sarkazmem.
- Widzisz. Nawet mnie nie znasz. - Uśmiechnął się i wyszliśmy z domu, a następnie udaliśmy się do samochodu.
Po dosłownie 10 minutach zaparkowaliśmy pod moim domem.
- No to cześć. - Powiedziałam wychodząc z pojazdu. - Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój według naszej umowy.
- Wiesz... Jestem jedną z osób które nie dotrzymują obietnic więc sorry. - Odpowiedział i ukazał rząd swoich idealnie prostych zębów.
- Świnia. - Skomentowałam i udałam się do domu.
Ledwie zdążyłam otworzyć drzwi, a ojciec pojawił się w przedpokoju.
- Gdzieś ty była tyle czasu i kto to był ten z którym przyjechałaś ?! - Powiedział dość głośno
- Mówiłam Ci już, że byłam na urodzinach, a przywiózł mnie brat solenizantki. - Oznajmiłam spokojnie.
- Miałaś wrócić o 23:00, a tymczasem jest 8:30. Dostajesz szlaban ! Zero wychodzenia z domu po 17:00 ! - Podniósł swój ton głosu.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale za 4 miesiące kończę 18 lat. Szlabany mogłeś mi dawać kiedy miałam 13 lat, a Ty w tym czasie zabawiałeś się tutaj razem z Clarą, a mnie i mamę miałeś gdzieś !
- O nie moja droga ! Marsz do swojego pokoju ! Ale to już ! - Krzyknął.
Ból w mojej nodze powoli ustawał więc mogłam przejść tak, że mój ojciec nic nie zauważył. Całe szczęście, bo zrobiłby mi jeszcze większą awanturę, a tego wolałam uniknąć. Miałam go z całego serca dość. Moje życie i moje problemy nie rozumiem dlaczego on się w to wszystko miesza. Wiem, że chce dobrze, ale jak zwykle wychodzi źle.
Zaraz po wejściu do pokoju ściągnęłam opatrunek. Mama uczyła mnie, że rana na powietrzu szybciej się zagoi. Chociaż w tym przypadku wątpię, żeby to coś pomogło, ale zawsze warto spróbować. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym co wydarzyło się ostatniej nocy oraz o moim życiu w Dublinie.

Niall's POV
Po tym jak Maggie weszła do domu postanowiłem udać się do Harrego. Mieszkał naprzeciwko Mag więc bez problemu tam trafiłem.
- Siema stary. - Krzyknąłem gdy przekroczyłem próg domu.
- O siemasz Horan. - Odpowiedział Harry wychodząc z pokoju.
- Odwoziłem Maggie i pomyślałem, że wpadnę. Chyba jakoś bardzo Ci nie przeszkodziłem. - Zaśmiałem się.
- Nie. Akurat oglądamy powtórkę z wczorajszego meczu z Zaynem i Louisem. Idź do nich ja zaraz do was dołączę. - Powiedział i zniknął w kuchni.
Udałem się do pokoju w którym siedziała reszta znajomych.
- Nie strzelił pewniaka. Co za ciota. Rozegrałbym to lepiej. - Mówił poirytowany Louis.
- Z pewnością. - Dopowiedziałem.
- O cześć stary. - Powiedział Zayn. - Jak tam ta twoja Maggie?
- A jak ma być? Dostała pewnie niezły opiernicz od ojca. - Powiedziałem otwierając puszkę piwa, którą własnie przyniósł Harry.
- No to ostro. - Odrzekł Harry.
- Wiesz stary, muszę stwierdzić, że z niej to nawet niezła dupa jest. Tylko zbyt grzeczna jak na mnie. - Oznajmił Malik.




- Gdyby zaczęła nosić takie krótkie spódniczki to może mógłbym się nad nią zastanowić. - Zaśmiałem się. - Na jedną noc oczywiście.
- Horan nie zawracaj sobie nią dupy. W mieście jest około 50 dziewczyn milion razy lepszych od niej, które zrobiłyby wszystko, żebyś tylko się do nich odezwał. - Odrzekł Louis.
- Bardziej satysfakcjonuje mnie zdobycie jej. Inne dziewczyny uległyby mi gdybym pstryknął palcem, a o Maggie trzeba się postarać. - Oznajmiłem.
- Jesteś głupi. - Skomentował to Louis.
- Nie. Po prostu lubię sobie co jakiś czas postawić poprzeczkę wyżej. - Uśmiechnąłem się.
- W takim razie dam Ci 100 dolarów jeśli uda Ci się z nią przespać w ciągu miesiąca. - Powiedział Zayn.
- Kpisz sobie ze mnie. Uda mi się to zrobić w ciągu 10 dni. - Zaśmiałem się.
- Zobaczymy. Czyli zakład od jutra aktywny? - Zapytał Malik.
- Jasne. - Powiedziałem pewny siebie, choć wiem w jak wielkie gówno się pakuje.
- Więc powodzenia stary. - Harry poklepał mnie po ramieniu.
- Nie dzięki. - Odpowiedziałem. - Będę się zwijał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście. Na razie.
- Nara. - Odpowiedział Louis, a ja opuściłem dom Harrego. Ten tydzień zapowiada się niezmiernie ciekawie.

















poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 4.

Popatrzył się w stronę mojego okna. Zobaczył mnie. Tak bardzo zastanawiało mnie po co on tu przyjechał. Przecież jestem tylko zapatrzoną w siebie debilką. Niby to tylko kilka słów wypowiedzianych nieumyślnie, a dla mnie to jak nóż w plecy. Ja nie znam jego przeszłości. Zresztą on mojej też.
Usłyszałam wibrację swojego telefonu. Kolejny sms od tej samej osoby.

'' Zejdź do nas. Mam do Ciebie sprawę. Ważną sprawę."

Przestraszyłam się. Serce podpowiadało mi, że mam wykonać to polecenie, ale rozum mówił, że mogę wkręcić się w coś niebezpiecznego. Jednak podpowiedź serca zwyciężyła. Ubrałam ciepłą bluzę, trampki i wyszłam z domu. Na całe szczęście nikt nie pytał się mnie gdzie wychodzę i o której będę. 
- Więc po co miałam tu przyjść? - Zapytałam prosto z mostu.
- A grzeczniej? - Zapytał Waster.
- Nie zasłużyłeś na moją uprzejmość wobec ciebie. - Oznajmiłam na co jeden z jego kolegów zaśmiał się.

- No cóż. W takim razie to Harry i Zayn. Zapamiętaj jedno z tych imion, bo którejś nocy możesz je głośno krzyczeć. - Zaśmiał się Niall.
- Nie popisałeś się tym razem. - Odpowiedziałam. Dlaczego przy jego obecności nie potrafię być miła?
- No dobra. Przejdźmy do interesu. Za około godzinę rozpoczynamy misję. Jesteś nam potrzebna. - Odrzekł.
- Masz odwagę tu w ogóle przychodzić i prosić mnie o przysługę jeśli jakieś 5 godzin temu zrównałeś mnie z błotem? Ty to jednak jesteś głupi - Powiedziałam                                      
 - Czyli nam nie pomożesz? - Zapytał
- Nie, nie pomogę. - Odpowiedziałam.                                                

- A jeśli po tej akcji dałbym Ci spokój? - Uśmiechnął się.
- Nie wierzę Ci. - Odrzekłam.
- To musisz uwierzyć. - Powiedział.
- Ale na jutro jest dużo nauki, a ja jeszcze nie zdążyłam nic zrobić. - Zaczęłam szukać jakiejś wymówki, jednak tą tylko się ośmieszyłam.
- Horan ty to chyba starasz się przekonać przyszłą zakonnicę. - Harry próbował powstrzymać śmiech.
- Dobra koniec. Zgadzam się, ale wy jesteście świadkami jego przysięgi. - Oznajmiłam, a jego koledzy tylko pokiwali głową.
- Wiedziałem, że ulegniesz. W takim razie idź przebierz się w coś wyzywającego. Hm... Najlepiej małą czarną. - Oznajmił Waster.
- Chyba Cię pogrzało. Nie jestem dziwką. - Powiedziałam zbulwersowana.
- Dziwką może nie, ale dzisiejszego wieczoru musisz zwabić do nas aż 3 facetów. - Odrzekł.
- Co? - Zapytałam z niedowierzaniem.
- To co słyszałaś. - Odpowiedział Zayn.
- Ugh... Nie wierzę, że zgodziłam się wam pomóc. - Odpowiedziałam i wróciłam do domu aby się przygotować.
- W takim razie masz 30 minut. My tu poczekamy. - Oznajmił Harry.

Skierowałam się do swojego pokoju, aby znaleźć jakieś stosowne ubranie. W sumie to miałam z czego wybierać. Wszystkie ubrania po dawnej mnie zostały. Znalazłam krótką, czarną sukienkę nadającą się na dzisiejsze zadanie. Rozpuściłam i wyprostowałam włosy oraz poprawiłam swój makijaż. Moim skromnym zdaniem wyglądam nieźle.
Starałam jak najciszej wyjść z domu, ale oczywiście nie udało mi się to.
- A gdzie to się wybierasz? - Mój tato wychylił głowę z pokoju.
- No ten... Do koleżanki na urodziny idę. Zaprosiła mnie dzisiaj i nie miałam czasu, żeby Ci o tym powiedzieć. - Wyjąkałam.
- Tak ubrana? - Zapytał.
- Tato, dobrze wiesz, że teraz wszystkie dziewczyny tak chodzą ubrane. Poza tym to jej osiemnaste urodziny i robi je w klubie, więc muszę jakoś wyglądać. - Oznajmiłam.
- Skoro tak uważasz. O której wrócisz? - Zadał kolejne pytanie.
- Um... Nie wiem, bo wiesz to osiemnaste urodziny, ale wydaje mi się, że gdzieś o 23:00 powinnam już być. - Odpowiedziałam.
- A co ze szkołą? Przecież jutro jest środa. - Wypytywał ojciec.
- Jutro mamy wolne, bo... bo jest awaria ogrzewania w szkole i trzeba to naprawić. - Wymyśliłam.
- W takim razie idź. Weź klucze do domu i uważaj na siebie. Dobrej zabawy. - Powiedział tato.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i wyszłam z domu.

-  No nareszcie. - Powiedział Waster. - Dobrze wyglądasz. Powinnaś się tak częściej ubierać.
- W twoich snach. - Oznajmiłam.
- W moich snach to byłabyś bez tych ubrań. - Zaśmiał się, a ja poczułam jak zaczynam się rumienić.
- Dobra skończ już. Musimy się zbierać. - Powiedział Zayn.
Zajęłam miejsce obok Harrego i ruszyliśmy. Szczerze mówiąc nie wiem po co to robię. Może dlatego, że jestem na tyle naiwna i wierzę, że Waster da mi spokój? Boję się, że w jego towarzystwie wrócę do tego sprzed trzech lat. Ciągłe imprezy, alkohol i papierosy to jest to co robiłam mając 15 lat. Potem spotkałam ludzi, którzy pomogli mi wyjść z tego gówna. To właśnie dla nich nie chciałam opuszczać Dublina i to właśnie przez nich przywiązywałam uwagę do nauki i ocen, a nie do imprez.
- Jesteśmy na miejscu. Maggie widzisz tych 3 tam przy wejściu? - Zapytał Waster, a ja w odpowiedzi pokiwałam głową.
- Musisz sprawić, aby poszli za tobą. Tylko uważaj, bo nie są głupi. Damy Ci podsłuch i jak coś się będzie działo to krzyknij pomocy, a my tam się zaraz zjawimy. Będziemy czekać za budynkiem i tam masz z nimi przyjść. Wyjdziesz bocznym wyjściem, żeby nam nie uciekli. Jak już ich do nas zaprowadzisz to uciekaj do samochodu, będzie otwarty. - Tłumaczył. - No więc powodzenia.
Wyszłam z samochodu i kierowałam się według poleceń Wastera. Boję się. Strasznie się boję.
Starałam się zwrócić swoją uwagę i udało się. Podeszli do mnie.
- Co taka ślicznotka robi tu sama? - Zapytał jeden z nich.
- Chyba możemy do Ciebie dołączyć, prawda? - Zapytał kolejny.
- Jasne. - Odpowiedziałam śmiało. Przynajmniej tak mi się wydaję.
Pociągnęłam ich w stronę parkietu. Miałam dość tego, że patrzyli się na mnie jak pies na kość, ale musiałam brnąć dalej. Tańczyłam ocierając się o nich co widocznie im się spodobało. Po kilku minutach takiego tańca postanowiłam przejść do sedna tej misji.
- Muszę iść się przewietrzyć. Jeśli chcecie to chodźcie ze mną. - Powiedziałam do jednego z nich.
Złapali to. Wyszłam bocznym wyjściem modląc się, żeby Waster z kolegami tam był. Zrobiłam tak jak mi kazał i od razu po wyjściu z budynku zaczęłam biec w stronę samochodu. Za sobą słyszałam tylko strzały z pistoletu. Poczułam straszny ból tuż obok kostki. Syknęłam z bólu i usiadłam na krawężniku. Spojrzałam na nogę z której sączyła się krew. Ktoś przez przypadek musiał strzelić tak, że nabój od pistoletu otarł mi się o nogę.

Niall's POV
Zobaczyłem jak Mag siada na krawężniku łapiąc się na nogę lecz musiałem się skupić na naszych ofiarach. Nie byli uzbrojeni więc było dość łatwo, ale mimo to musiałem być czujny. Udało się. Zabiliśmy ich. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby nie złapały nas gliny.
- Horan coś jest z tą twoją laską. - Krzyknął Harry.
- Ona jeszcze nie jest moja. - Odpowiedziałem i podbiegłem do niej. - Co jest?
- Słabo mi i patrz. - Powiedziała wskazując na swoją nogę.
Któryś z nas musiał przez nieuwagę strzelić w jej kierunku. Świetnie, może teraz jeszcze trzeba będzie jechać do szpitala. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Postanowiłem zabrać ją do siebie i tam opatrzyć jej nogę, ewentualnie przenocować, bo nie puszczę jej w takim stanie do domu.
- Zayn jedź do mnie. Trzeba zatamować to krwawienie. - Powiedziałem zdenerwowany.
Przez całą drogę siedziała na moich kolanach. Była silna. Wiem jaki to ból, bo nie raz zostałem otarty przez nabój.
- Niall to boli. - Powiedziała.
- Spokojnie zaraz przestanie. Musisz wytrzymać jeszcze 10 minut. - Powiedziałem. Chyba pierwszy raz usłyszałem jak powiedziała do mnie po imieniu. Moje imię całkiem inaczej brzmiało z jej ust. Nie przywiązuję większej uwagi co do brzmienia mojego imienia, ale tak mi się wydaje.
Gdy zaparkowaliśmy pod domem szybko wysiadłem z pojazdu i udałem się do domu. Otworzenie drzwi sprawiało mi mały kłopot, bo ciągle na rękach miałem Meg. Zaraz po wejściu do domu położyłem ją na kanapie w salonie. Pobiegłem po apteczkę. Gdy wróciłem obok niej stał już Harry i Zayn.
- Jak to się stało? - Zapytał Zayn.
- Któryś z nas przez nieuwagę musiał strzelić w jej kierunku i nabój dość mocno otarł się o jej nogę. - Odpowiedziałem nalewając wody utlenionej na jej ranę.
- Auł. - Jęknęła z bólu.
Było mi jej żal i czułem się winny. Na ogół jestem zimnokrwistym draniem jeśli chodzi o uczucia, ale teraz naprawdę czuję, że to przeze mnie. Gdybym nie zmusił ją do tej misji to nic by się nie stało.
- Zostajesz u mnie do rana. - Powiedziałem kończąc bandażować ranę.
- Co?! Nie mogę. Powiedziałam ojcu, że będę po 23 w domu. Poza tym po misji miałeś mi dać spokój. - Oznajmiła.
- Jutro odprowadzę Cię do domu i wszystko wytłumaczę twojemu tacie. W takiej sytuacji na pewno nie dam Ci spokoju. - Uśmiechnąłem się.
- Ugh... Mój tata się wścieknie. - Odrzekła.
- Zrobię to tak, że jeszcze będzie zachwycony moją osobą. - Zaśmiałem się.
- Jesteś głupi. - Powiedziała.
- Ale mnie lubisz. - Oznajmiłem
- Dobra stary, my się już zwijamy. Do jutra. - Odrzekł Harry.
- Cześć. - Powiedziałem.

Maggie's POV
- Jestem zmęczona. - Powiedziałam ziewając.
- Czekaj dam Ci moją koszulkę. - Oznajmił Waster i poszedł na piętro.
Według mnie mogłabym wrócić do domu, ale on się uparł. Jestem pewna, ze jutro w domu będę miała piekło.
- Trzymaj. Łazienkę masz tam. - Powiedział wskazując ręką na drzwi.
- Dzięki. - Odpowiedziałam.
- Niema za co. - Powiedział uśmiechając się.
Skierowałam się do łazienki. Postanowiłam skorzystać z jego prysznica, chyba nie będzie miał mi tego za złe. Użyłam jego płynu do kąpieli przez co pachniałam trochę męsko, ale nie przeszkadzało mi to. Po wyjściu spod prysznica ubrałam się w jego koszulkę, Sięgała mi ona prawie do kolan i była przesiąknięta męskimi perfumami.
Kuśtykając wróciłam do salonu. Noga bolała już trochę mniej, ale nadal dość mocno.
- Moje ubrania pasują Ci bardziej niż sukienki. - Stwierdził Niall popijając piwo.
- Ale jednak wolę sukienki. - Uśmiechnęłam się.
- A ja jednak wolę Ciebie w wersji bez ubrań. - Zaśmiał się.
- Jesteś strasznie głupi i zboczony. - Oznajmiłam.
- No cóż. Moja sypialnia jest u góry. Chodź pomogę Ci tam dojść. - Powiedział i chciał mnie wziąć na ręce.
- Dam sobie radę sama. - Odrzekłam.
- Na pewno? - Zapytał.
- Na pewno - Odpowiedziałam.

- Więc tu będziemy spać. - Powiedział Waster stając w pokoju.
- My? - Zapytałam.
- Tak. Ty i ja. - Odpowiedział.
- Chyba wolę spać w salonie na kanapie. - Oznajmiłam.
- Oj nie wygłupiaj się. Przecież Cię nie zjem. - Zaśmiał się.
- Ale naprawdę wolę kanapę w salonie. - Odrzekłam.
- Ugh... Widzę, że nie dojdę z tobą do porozumienia. W takim razie ja śpię w salonie, a Ty tutaj. - Powiedział.
- No dobra. - Oznajmiłam rozkładając się na jego łóżku.
- Więc dobranoc. - Odrzekł i skierował się w stronę drzwi.
- Waster. - Powiedziałam
- Co? - Zapytał.
- Zostawisz zapalone światło? - Zapytałam zawstydzona.
- Nie martw się duchy nie istnieją. - Zaśmiał się.
- To nie jest śmieszne. - Powiedziałam i obróciłam się tyłem do niego z założonymi rękami.
- Zostawię tylko się nie obrażaj, kujonku. - Powiedział
- Odwal się ode mnie. - Oznajmiłam poirytowana.
- Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać. - Powiedział.
- To dobrze, że ty mi nie. - Odrzekłam.
- Co powiedziałaś? - Zapytał.
- To co powinieneś bardzo dobrze usłyszeć. - Odpowiedziałam.
- Zaczynasz być chamska. - Stwierdził.
- Uczę się od najlepszych. - Powiedziałam. - Dobrej nocy.
- Dobranoc. - Powiedział i zamknął drzwi.
Zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia. W dodatku wydaję mi się, że zaczynam łapać z Niallem wspólny język. To nie skończy się dobrze...