Obudziłam się gdy przez okno zaczynały padać promienie słońca. Byłam trochę zdezorientowana i do końca nie wiedziałam gdzie jestem. Po chwili jednak przypomniałam sobie co działo się ostatniej nocy. Byłam na siebie zła, że uległam Wasterowi. Chociaż obiecał mi, że da mi spokój więc może nie będzie najgorzej? Postanowiłam zejść na dół, lecz gdy tylko wstałam z łóżka moja noga dała o sobie znać w postaci ogromnego bólu. Niby małe otarcie nabojem od pistoletu, ale boli jak cholera. No cóż muszę przezwyciężyć ból. Nie będę tu przecież leżeć całą wieczność. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zorientowałam się, że mam na sobie jedynie koszulkę Nialla. Naciągnęłam ją jak najmocniej się dało i pokuśtykałam na dół nieźle się przy tym męcząc.
- Cześć kuśtyku. - Powiedział Niall siedząc na kanapie. Zignorowałam go.
- Widzę dzisiaj humor Ci nie dopisuje. Jak tam noga ? - Zapytał.
- W miarę dobrze. - Odpowiedziałam.
- Chodź, zmienię Ci opatrunek. - Powiedział wstając z kanapy.
- Nie ma takiej potrzeby. - Odrzekłam.
- Mnie się nie odmawia. - Oznajmił.
- Wiesz, lubię łamać zasady więc nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby złamać również tą zasadę. - Powiedziałam.
- Jesteś tego pewna? - Zapytał stając naprzeciwko mnie.
- Tak, jestem pewna. - Odpowiedziałam.
- Jeszcze kilka dni temu byłaś na tyle nieśmiała, że bałaś się do mnie odezwać, a teraz swobodnie do mnie pyskujesz. - Zaśmiał się i założył kosmyk moich włosów za ucho.
- Widzisz. To przez Ciebie. Ty też jesteś chamski i bezczelny. - Odpowiedziałam robiąc jeden krok w tył.
- Życie mnie tego nauczyło. - Powiedział i ewidentnie wkurzony usiadł na kanapie zapalając papierosa.
- Ty palisz ? - Zapytałam zdziwiona.
- Dziwi Cię to? To normalne. Nie mów, że nigdy nie próbowałaś. - Zadrwił ze mnie.
- Nie, nie dziwi mnie to. Po prostu nie chcę przebywać w towarzystwie ludzi palących. To dość nie zdrowe i uzależnia. - Powiedziałam.
Pouczam Wastera, a 3 lata temu sama nie byłam lepsza. Nie chcę do tego wracać. Zbyt bardzo męczyłam się z zerwaniem z tym nałogiem i udało mi się.
- Widzę, że jeszcze nie zasmakowałaś prawdziwego życia. - Zaśmiał się. Mówią, że to kobiety mają zmienne nastroje, ale Waster jest idealnym przykładem tego, że faceci wcale nie są lepsi.
- Wiem o nim więcej niż Ci się wydaję. - Uśmiechnęłam się.
Pokuśtykałam do łazienki, żeby przebrać się we wczorajsze nie komfortowe ubranie.
- Na mnie już chyba pora. - Oznajmiłam.
- Czekaj podwiozę Cię. Nie będziesz się męczyła z tą nogą. - Powiedział zakładając buty.
- Któż by pomyślał, że ty taki wyrozumiały jesteś. - Powiedziałam sarkazmem.
- Widzisz. Nawet mnie nie znasz. - Uśmiechnął się i wyszliśmy z domu, a następnie udaliśmy się do samochodu.
Po dosłownie 10 minutach zaparkowaliśmy pod moim domem.
- No to cześć. - Powiedziałam wychodząc z pojazdu. - Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój według naszej umowy.
- Wiesz... Jestem jedną z osób które nie dotrzymują obietnic więc sorry. - Odpowiedział i ukazał rząd swoich idealnie prostych zębów.
- Świnia. - Skomentowałam i udałam się do domu.
Ledwie zdążyłam otworzyć drzwi, a ojciec pojawił się w przedpokoju.
- Gdzieś ty była tyle czasu i kto to był ten z którym przyjechałaś ?! - Powiedział dość głośno
- Mówiłam Ci już, że byłam na urodzinach, a przywiózł mnie brat solenizantki. - Oznajmiłam spokojnie.
- Miałaś wrócić o 23:00, a tymczasem jest 8:30. Dostajesz szlaban ! Zero wychodzenia z domu po 17:00 ! - Podniósł swój ton głosu.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale za 4 miesiące kończę 18 lat. Szlabany mogłeś mi dawać kiedy miałam 13 lat, a Ty w tym czasie zabawiałeś się tutaj razem z Clarą, a mnie i mamę miałeś gdzieś !
- O nie moja droga ! Marsz do swojego pokoju ! Ale to już ! - Krzyknął.
Ból w mojej nodze powoli ustawał więc mogłam przejść tak, że mój ojciec nic nie zauważył. Całe szczęście, bo zrobiłby mi jeszcze większą awanturę, a tego wolałam uniknąć. Miałam go z całego serca dość. Moje życie i moje problemy nie rozumiem dlaczego on się w to wszystko miesza. Wiem, że chce dobrze, ale jak zwykle wychodzi źle.
Zaraz po wejściu do pokoju ściągnęłam opatrunek. Mama uczyła mnie, że rana na powietrzu szybciej się zagoi. Chociaż w tym przypadku wątpię, żeby to coś pomogło, ale zawsze warto spróbować. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym co wydarzyło się ostatniej nocy oraz o moim życiu w Dublinie.
- Gdyby zaczęła nosić takie krótkie spódniczki to może mógłbym się nad nią zastanowić. - Zaśmiałem się. - Na jedną noc oczywiście.
- Horan nie zawracaj sobie nią dupy. W mieście jest około 50 dziewczyn milion razy lepszych od niej, które zrobiłyby wszystko, żebyś tylko się do nich odezwał. - Odrzekł Louis.
- Bardziej satysfakcjonuje mnie zdobycie jej. Inne dziewczyny uległyby mi gdybym pstryknął palcem, a o Maggie trzeba się postarać. - Oznajmiłem.
- Jesteś głupi. - Skomentował to Louis.
- Nie. Po prostu lubię sobie co jakiś czas postawić poprzeczkę wyżej. - Uśmiechnąłem się.
- W takim razie dam Ci 100 dolarów jeśli uda Ci się z nią przespać w ciągu miesiąca. - Powiedział Zayn.
- Kpisz sobie ze mnie. Uda mi się to zrobić w ciągu 10 dni. - Zaśmiałem się.
- Zobaczymy. Czyli zakład od jutra aktywny? - Zapytał Malik.
- Jasne. - Powiedziałem pewny siebie, choć wiem w jak wielkie gówno się pakuje.
- Więc powodzenia stary. - Harry poklepał mnie po ramieniu.
- Nie dzięki. - Odpowiedziałem. - Będę się zwijał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście. Na razie.
- Nara. - Odpowiedział Louis, a ja opuściłem dom Harrego. Ten tydzień zapowiada się niezmiernie ciekawie.
- Cześć kuśtyku. - Powiedział Niall siedząc na kanapie. Zignorowałam go.
- Widzę dzisiaj humor Ci nie dopisuje. Jak tam noga ? - Zapytał.
- W miarę dobrze. - Odpowiedziałam.
- Chodź, zmienię Ci opatrunek. - Powiedział wstając z kanapy.
- Nie ma takiej potrzeby. - Odrzekłam.
- Mnie się nie odmawia. - Oznajmił.
- Wiesz, lubię łamać zasady więc nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby złamać również tą zasadę. - Powiedziałam.
- Jesteś tego pewna? - Zapytał stając naprzeciwko mnie.
- Tak, jestem pewna. - Odpowiedziałam.
- Jeszcze kilka dni temu byłaś na tyle nieśmiała, że bałaś się do mnie odezwać, a teraz swobodnie do mnie pyskujesz. - Zaśmiał się i założył kosmyk moich włosów za ucho.
- Widzisz. To przez Ciebie. Ty też jesteś chamski i bezczelny. - Odpowiedziałam robiąc jeden krok w tył.
- Życie mnie tego nauczyło. - Powiedział i ewidentnie wkurzony usiadł na kanapie zapalając papierosa.
- Ty palisz ? - Zapytałam zdziwiona.
- Dziwi Cię to? To normalne. Nie mów, że nigdy nie próbowałaś. - Zadrwił ze mnie.
- Nie, nie dziwi mnie to. Po prostu nie chcę przebywać w towarzystwie ludzi palących. To dość nie zdrowe i uzależnia. - Powiedziałam.
Pouczam Wastera, a 3 lata temu sama nie byłam lepsza. Nie chcę do tego wracać. Zbyt bardzo męczyłam się z zerwaniem z tym nałogiem i udało mi się.
- Widzę, że jeszcze nie zasmakowałaś prawdziwego życia. - Zaśmiał się. Mówią, że to kobiety mają zmienne nastroje, ale Waster jest idealnym przykładem tego, że faceci wcale nie są lepsi.
- Wiem o nim więcej niż Ci się wydaję. - Uśmiechnęłam się.
Pokuśtykałam do łazienki, żeby przebrać się we wczorajsze nie komfortowe ubranie.
- Na mnie już chyba pora. - Oznajmiłam.
- Czekaj podwiozę Cię. Nie będziesz się męczyła z tą nogą. - Powiedział zakładając buty.
- Któż by pomyślał, że ty taki wyrozumiały jesteś. - Powiedziałam sarkazmem.
- Widzisz. Nawet mnie nie znasz. - Uśmiechnął się i wyszliśmy z domu, a następnie udaliśmy się do samochodu.
Po dosłownie 10 minutach zaparkowaliśmy pod moim domem.
- No to cześć. - Powiedziałam wychodząc z pojazdu. - Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój według naszej umowy.
- Wiesz... Jestem jedną z osób które nie dotrzymują obietnic więc sorry. - Odpowiedział i ukazał rząd swoich idealnie prostych zębów.
- Świnia. - Skomentowałam i udałam się do domu.
Ledwie zdążyłam otworzyć drzwi, a ojciec pojawił się w przedpokoju.
- Gdzieś ty była tyle czasu i kto to był ten z którym przyjechałaś ?! - Powiedział dość głośno
- Mówiłam Ci już, że byłam na urodzinach, a przywiózł mnie brat solenizantki. - Oznajmiłam spokojnie.
- Miałaś wrócić o 23:00, a tymczasem jest 8:30. Dostajesz szlaban ! Zero wychodzenia z domu po 17:00 ! - Podniósł swój ton głosu.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale za 4 miesiące kończę 18 lat. Szlabany mogłeś mi dawać kiedy miałam 13 lat, a Ty w tym czasie zabawiałeś się tutaj razem z Clarą, a mnie i mamę miałeś gdzieś !
- O nie moja droga ! Marsz do swojego pokoju ! Ale to już ! - Krzyknął.
Ból w mojej nodze powoli ustawał więc mogłam przejść tak, że mój ojciec nic nie zauważył. Całe szczęście, bo zrobiłby mi jeszcze większą awanturę, a tego wolałam uniknąć. Miałam go z całego serca dość. Moje życie i moje problemy nie rozumiem dlaczego on się w to wszystko miesza. Wiem, że chce dobrze, ale jak zwykle wychodzi źle.
Zaraz po wejściu do pokoju ściągnęłam opatrunek. Mama uczyła mnie, że rana na powietrzu szybciej się zagoi. Chociaż w tym przypadku wątpię, żeby to coś pomogło, ale zawsze warto spróbować. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym co wydarzyło się ostatniej nocy oraz o moim życiu w Dublinie.
Niall's POV
Po tym jak Maggie weszła do domu postanowiłem udać się do Harrego. Mieszkał naprzeciwko Mag więc bez problemu tam trafiłem.
- Siema stary. - Krzyknąłem gdy przekroczyłem próg domu.
- O siemasz Horan. - Odpowiedział Harry wychodząc z pokoju.
- Odwoziłem Maggie i pomyślałem, że wpadnę. Chyba jakoś bardzo Ci nie przeszkodziłem. - Zaśmiałem się.
- Nie. Akurat oglądamy powtórkę z wczorajszego meczu z Zaynem i Louisem. Idź do nich ja zaraz do was dołączę. - Powiedział i zniknął w kuchni.
Udałem się do pokoju w którym siedziała reszta znajomych.
- Nie strzelił pewniaka. Co za ciota. Rozegrałbym to lepiej. - Mówił poirytowany Louis.
- Z pewnością. - Dopowiedziałem.
- O cześć stary. - Powiedział Zayn. - Jak tam ta twoja Maggie?
- A jak ma być? Dostała pewnie niezły opiernicz od ojca. - Powiedziałem otwierając puszkę piwa, którą własnie przyniósł Harry.
- No to ostro. - Odrzekł Harry.
- Wiesz stary, muszę stwierdzić, że z niej to nawet niezła dupa jest. Tylko zbyt grzeczna jak na mnie. - Oznajmił Malik.
- Siema stary. - Krzyknąłem gdy przekroczyłem próg domu.
- O siemasz Horan. - Odpowiedział Harry wychodząc z pokoju.
- Odwoziłem Maggie i pomyślałem, że wpadnę. Chyba jakoś bardzo Ci nie przeszkodziłem. - Zaśmiałem się.
- Nie. Akurat oglądamy powtórkę z wczorajszego meczu z Zaynem i Louisem. Idź do nich ja zaraz do was dołączę. - Powiedział i zniknął w kuchni.
Udałem się do pokoju w którym siedziała reszta znajomych.
- Nie strzelił pewniaka. Co za ciota. Rozegrałbym to lepiej. - Mówił poirytowany Louis.
- Z pewnością. - Dopowiedziałem.
- O cześć stary. - Powiedział Zayn. - Jak tam ta twoja Maggie?
- A jak ma być? Dostała pewnie niezły opiernicz od ojca. - Powiedziałem otwierając puszkę piwa, którą własnie przyniósł Harry.
- No to ostro. - Odrzekł Harry.
- Wiesz stary, muszę stwierdzić, że z niej to nawet niezła dupa jest. Tylko zbyt grzeczna jak na mnie. - Oznajmił Malik.
- Gdyby zaczęła nosić takie krótkie spódniczki to może mógłbym się nad nią zastanowić. - Zaśmiałem się. - Na jedną noc oczywiście.
- Horan nie zawracaj sobie nią dupy. W mieście jest około 50 dziewczyn milion razy lepszych od niej, które zrobiłyby wszystko, żebyś tylko się do nich odezwał. - Odrzekł Louis.
- Bardziej satysfakcjonuje mnie zdobycie jej. Inne dziewczyny uległyby mi gdybym pstryknął palcem, a o Maggie trzeba się postarać. - Oznajmiłem.
- Jesteś głupi. - Skomentował to Louis.
- Nie. Po prostu lubię sobie co jakiś czas postawić poprzeczkę wyżej. - Uśmiechnąłem się.
- W takim razie dam Ci 100 dolarów jeśli uda Ci się z nią przespać w ciągu miesiąca. - Powiedział Zayn.
- Kpisz sobie ze mnie. Uda mi się to zrobić w ciągu 10 dni. - Zaśmiałem się.
- Zobaczymy. Czyli zakład od jutra aktywny? - Zapytał Malik.
- Jasne. - Powiedziałem pewny siebie, choć wiem w jak wielkie gówno się pakuje.
- Więc powodzenia stary. - Harry poklepał mnie po ramieniu.
- Nie dzięki. - Odpowiedziałem. - Będę się zwijał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście. Na razie.
- Nara. - Odpowiedział Louis, a ja opuściłem dom Harrego. Ten tydzień zapowiada się niezmiernie ciekawie.




