czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 7 + POWRÓT

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Odebrałam nie patrząc kto próbuje się ze mną skontaktować.
- Halo? - Powiedziałam zaspanym głosem.
- Mógłbym być twoim budzikiem codziennie. Powinnaś usłyszeć swój zaspany głos. - Wybuchnął śmiechem Waster.
- Daruj sobie. Po co do mnie dzwonisz? - Zapytałam.
- Żeby zapytać czy to zoo i czy macie żyrafy. - zadrwił.
- Muszę pana zmartwić, ponieważ żyraf niestety nie mamy. Mamy za to gołębie i z jednym z nich właśnie rozmawiam. - Powiedziałam bezmyślnie. Dopiero po chwili zrozumiałam jak bardzo głupi tekst wymyśliłam.
- W takim razie wydaje mi się, że musi mieć pani niezwykły talent skoro potrafi pani rozmawiać ze zwierzętami..
- A mi się wydaję, że po prostu jesteś idiotą. - Oznajmiłam.
- Tak, tak. Wiem, że Ci się podobam. Bądź gotowa na 7:40. - Odrzekł.
- Spadaj. - Powiedziałam i rozłączyłam się.
Nie chcę z nim utrzymywać kontaktu. To zaszło już trochę za daleko. Mogłam nie zgadzać się na tą cholerną akcję. Może wtedy byłoby inaczej. Może wtedy dałby mi spokój?
Waster jest jak przylepa. Wszędzie go pełno i nie daje spokoju ludziom, a w szczególności mnie. Czy on serio nie widzi, że mam go dość? Pewnie widzi, ale chce zrobić mi na złość. Obiecuję, że mu się to nie uda. Niechętnie wyszłam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
- Cześć brzydoto. - Powiedziałam sama do siebie.
Wszyscy mówią, że każdy jest piękny na swój sposób. Niestety to nie podnosi na duchu osoby która ciągle była przezywana od grubasów i tłustych świń w dzieciństwie. To jeden z powodów dla których zaczęły się imprezy i te sprawy. Chciałam się zmienić i pokazać ludziom, że mi się to uda. I dopięłam swego. Udało mi się.
Stanęłam na wadze dla pewności, że ważę tyle ile powinnam. Odetchnęłam z ulgą gdy moim oczom ukazały się 2 pożądane cyfry.
- 55 kg idealnie. - Pomyślałam i wsunęłam wagę pod szafkę.
Wzięłam prysznic, a następnie ubrałam się w przyszykowanie wcześniej ubrania i zrobiłam delikatny makijaż. Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone, a ostatnią czynnością jaką wykonałam w łazience było rozczesanie ich.
Rana na mojej nodze goiła się jak powinna więc na szczęście obyło się bez lekarza i informowania rodziców. Nie chcę wiedzieć co zrobiłby mój ojciec gdyby dowiedział się co tak naprawdę robiłam tej nocy gdy " byłam na urodzinach u koleżanki ".
Zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie, które czekało już na mnie na stole. Pani Clara zawsze zostawia mi śniadanie za co jestem jej bardzo wdzięczna, bo nie muszę wstawać wcześniej. Zrobiłam zdjęcie jedzenia i  opublikowałam je na Instagramie. To było chyba oczywiste, racja? Każda nastolatka tak robi. Po skończonym posiłku włożyłam talerz do zmywarki i usłyszałam warkot motoru. Wyjrzałam przez okno, aby potwierdzić swoje obawy. To Niall, a ja jestem sama w domu. Może będę udawać, że już wyszłam? Tak, idealny plan.
Usłyszałam pukanie lecz nie otworzyłam. Po prostu siedziałam cicho z nadzieją, że zaraz sobie pójdzie.
- Maggie nie udawaj, że Ciebie nie ma. Widziałem Cię jak patrzyłaś przez okno. - Powiedział Waster.
No i wpadłam. Świetnie. I co teraz? Chyba muszę otworzyć te drzwi.
- O h-hej! Nawet nie słyszałam jak pukałeś, bo byłam w tym eee... no w łazience byłam! - Wyjąkałam.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. - Zaśmiał się Niall. - To co jedziemy?
- No tak tylko wezmę plecak. - Powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju po pożądaną rzecz.
Wolałabym sama pójść do szkoły, ale teraz już nie mam wyboru. Szczerze? Odkąd znam Wastera w ogóle nie mam wyboru. Robię to co mi każe. To musi się zmienić.
Zeszłam na dół i zobaczyłam Nialla, który właśnie bierze kanapki z mojej lodówki, a następnie wkłada je do swojego plecaka.
- Nie żeby coś, ale właśnie byłam świadkiem tego jak kradniesz mi moje szkolne śniadanie. - Powiedziałam.
- Widocznie go nie chcesz skoro jeszcze leży w lodówce. - Odpowiedział z uśmiechem i zarzucił swój plecak na ramię.
- Masz racje, nie chcę go. - Oznajmiłam i wrzuciłam jabłko do mojego plecaka.
- To co idziemy? - Zapytał.
- Jasne. - Odpowiedziałam i wyszyliśmy z mojego domu, a ja upewniłam się, że jest zamknięty.
Stanęłam obok motoru Wastera patrząc jak chłopak sprawnie na niego wsiada.
- Na co czekasz? Chyba nie sądzisz, że Cię na nim posadzę, nie? - Zapytał.
- A kask? - Upomniałam się.
- Kask? Proszę Cię, jestem dobrym kierowcą. Kaski są dla słabych. - Powiedział.
- Niech będzie. - Rzekłam i usiadłam na pojazd.
Nie wiedziałam czego mam się złapać żeby nie spaść podczas jazdy. Jednak po chwili poczułam ręce blondyna na swoich. Sprawnie owinął je wokół swojej talii i ruszył.
Ta pozycja była bardzo nie komfortowa dla mnie. Czułam się jakbym była jego dziewczyną. Co? O czym ja myślę?! Nigdy nią nie będę! Waster może i jest gorący, ale inteligencji nie posiada. Z resztą on nie jest w moim typie.
Po pięciu minutach byliśmy pod szkołą. Chłopak zszedł z motoru, a następnie podał mi dłoń, aby pomóc mi zejść. Nie skorzystałam z jego propozycji co na pewno go w jakimś stopniu zdenerwowało.
Zaczesałam ręką włosy do tyłu tym samym poprawiając ich wygląd i ruszyłam w stronę szkoły. Niestety ktoś zmienił moje plany i otoczył mnie swoim ramieniem kierując w stronę znanych mi osób.
- Bądź mi posłuszna przy moich znajomych. - Wyszeptał mi do ucha i stanęliśmy przed grupką ludzi.
- Siema. - Powiedział Waster przybijając z każdym tzw. high five.
- Ooo widzę, że przyprowadziłeś swoją zakonnicę. - Zaśmiał się mulat. Nie powiem zdenerwowało mnie to.
- Tylko przy was jest taka święta. - Zaśmiał się Niall, a wraz z nim wszyscy jego kumple.
- No stary i jak? Dobra jest? - Zapytał Harry? Tak, chyba miał na imię.
- Najlepsza. - Odpowiedział Niall przyciągając mnie bliżej jego.
- A tobie się podobało? - Kontynuował mulat.
Nie byłam pewna co mają na myśli więc po prostu skinęłam głową dla świętego spokoju.
- Woah. No to stary wygrałeś zakład w 2 dni, tak? - Zapytał chłopak którego w ogóle nie znam.
- Jaki zakład? - Zapytałam ciekawa.
- Żaden, kochanie. - Horan próbował zakończyć temat.
- I tak się dowiem. - Uśmiechnęłam się i próbowałam odejść od grupy lecz Waster w ostatniej chwili złapał mnie za rękę i znów przyciągnął do siebie.
- Skończmy temat. - Zaproponował. - W piątek jest u mnie impreza i oczywiście jesteście zaproszeni.
- Rozumiem, że mamy przekazać dalej? - Zapytał jak mu tam? Lewis?
- Oczywiście, Louis. Myślę, że może przyjść na nią każdy. Oczywiście pomijając kujonów. - Powiedział Waster spoglądając na mnie. - No może z małym wyjątkiem.
- I tak nie skorzystam. - Uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Owszem, skorzystasz. - Odwzajemnił uśmiech.
- Nie sądzę. - Oznajmiłam i uwolniłam się od jego uścisku.
- Łooo stary. Chyba dała Ci kosza. - Zaśmiał się mulat, a zaraz za nim cała reszta.
- Wczoraj w nocy krzyczała moje imię więc wątpię. - Odrzekł Horan i okej, przegiął.
Odeszłam od "znajomych" i skierowałam się w stronę szkoły. Byłam bardzo zła na Wastera. Kim on do cholery jest, żeby wmawiać wszystkim, że jestem jakaś tania?! Mogłam zostać tam i wszystko mu wygarnąć i dać mu w twarz (czyt. w mordę), ale oczywiście bałam się, że jakiś nauczyciel mnie zauważy i będę miała przekichane. Poszłam pod klasę gdzie miała odbyć się matematyka. Z tego wszystkiego zapomniałam połowę wzorów i pewnie trochę zawalę ten sprawdzian, ale nie to było teraz najważniejsze. Muszę jakoś odgonić od siebie Nialla i kiedyś mi się to uda.

  ~*~

Wróciłam do domu męczona dzisiejszym dniem. Sprawdzian z matematyki okazał się mega trudny więc będzie gorzej niż myślałam. No cóż... jakoś go poprawię. Mam dzisiaj wolne popołudnie więc postanowiłam zadzwonić do Anne.
- Halo. - Usłyszałam głos dziewczyny po 3 sygnałach.
- Cześć. Tutaj Maggie. Masz jakieś plany na dzisiaj? - Zapytałam
- Zależy co masz do zaproponowania. - Odpowiedziała.
- Galerię Handlową albo mój dom. - Oznajmiłam.
- Za 30 minut na Rose Street. Do zobaczenia. - Powiedziała i rozłączyła się.
Wrzuciłam parę niezbędnych rzeczy do torebki, napisałam kartkę do taty, żeby nie czekali na mnie z obiadem i wyszłam z domu. Droga Rose Street zajmuje mi ok. 20 minut więc będę w sam raz na miejscu.

~*~

- Widziałam, że przyjechałaś dzisiaj z Wasterem do szkoły. Z resztą jesteście teraz tematem numer jeden w całej szkole. - Powiedziała Anne popijając gorącą czekoladę.
- Ugh... W zasadzie tak, przyjechałam z nim. - Oznajmiłam wbijając wzrok w stolik przede mną.
- Przepraszam, że jestem taka ciekawska, ale czy wy ze sobą kręcicie? - Dziewczyna zapytała z uśmiechem.
- Nie... To znaczy sama nie wiem. Jeśli ktoś kogoś całuje w policzek to kręcą ze sobą czy nie?
- Pocałowałaś go w policzek?! - Anne krzyknęła na tyle głośno, że było ją słychać w dosłownie całym Starbucks'ie. - A on co? Pocałowałaś boga seksu! Zdajesz sobie z tego sprawę?!
- Właściwie to on... on mnie pocałował. - Powiedziałam zawstydzona.
- CO?! Każda laska w całym pieprzonym Mullingar chce, żeby Horan na nią spojrzał. Tymczasem on cię całuje! Cholerna szczęściara. - Poziom entuzjazmu Anne był równy z poziomem głupoty Wastera.
- Jeszcze kilkanaście dni temu ostrzegałaś mnie przed nim, a teraz ekscytujesz się pocałunkiem w policzek jakbym była z nim w ciąży. - Odrzekłam.
- To było kiedyś. A tak na marginesie dziewczyny mówią, że jest dobry jeśli chodzi o przyjaźnie z przywilejami.
- No cóż moim zdaniem przyjaźń z przywilejami graniczy z dziwkarstwem więc nawet nie myśl o tym o czym myślisz. - Oznajmiłam.
- Oh Maggie nie mogę w to uwierzyć. - Powiedziała Anne.
- W co? W to, że takie jest moje zdanie? - Nie do końca zrozumiałam słowa blondynki.
- Nie, że ty i Niall ze sobą kręcicie. - Oznajmiła.
- Anne odpuść sobie. - Powiedziałam poirytowana. - Lepiej pomóż mi znaleźć ubranie na jutrzejszą imprezę.
Nie miałam zamiaru na nią iść, ale z drugiej strony ile można siedzieć w domu? Moją wymówką nie może być to, że wrócę do tego co było kiedyś. Znam już swój umiar i potrafię kontrolować się jeśli chodzi o te sprawy.
- Na tą imprezę, którą organizuje Waster? - Zapytała, a poziom podniecenia w jej głosie był tak wielki jakbym miała na tej imprezie pieprzyć się z Wasterem. Dosłownie.
- Tak właśnie na tą, a co z nią? - Zapytałam.
- To co zawsze, tłumy ludzi, alkohol, trawka i te sprawy. Nie będzie nudno. Z resztą też na nią idę. - Odpowiedziała. - Myślę, że jeśli założysz crop top, a do tego dość obcisłe rurki, albo krótkie spodenki z wysokim stanem to będzie okej.
Całe szczęście, bo bałam się, że poza Wasterem i jego pożal się Boże koleżkami nie będę znała nikogo innego.
- Ewh myślę, że będę się już powoli zbierać. Dzięki za spotkanie, było miło. Do jutra. - Powiedziałam żegnając się z Anne.
- Popiszemy jeszcze na WhatsApp'ie. Do potem. - Odpowiedziała dziewczyna i rozeszłyśmy się w dwóch różnych kierunkach.

Wracając do domu myślałam o jutrzejszej imprezie u Horana. Może jednak lepiej byłoby gdybym na nią nie poszła? Nie znam dobrze tamtych ludzi i nie wiem jak się mogą zachowywać na haju. Co jeśli dowie się o tym policja? Nie chcę narobić sobie kłopotów.

Już je sobie narobiłaś.
Nie, Waster to nie problem. Dam sobie radę.

Nie dasz rady. Dobrze wiesz, że jest cholernie przystojny i onieśmiela Cię za każdym razem.
Przecież ja go nawet nie lubię.

Lubisz go.
Wcale nie.

Trudno jest Ci przy nim złapać oddech.
Dobra, wygrałaś.

Sama ze sobą prowadzę konwersację. Czy to jest normalnie? Nie, tak jak może życie tutaj. Będę miała nauczkę na przyszłość.

Będąc obok domu zauważyłam, że samochód pani Clary i taty stoi już na parkingu. Co tak wcześnie? Jest dopiero 15:45, a oni zawsze o 16 kończą pracę.
Weszłam niepewnie do domu. Ciekawe co sprawiło, że wcześniej wrócili do domu.
- Czemu tak wcześnie wróciliście? - Zapytałam wchodząc do salonu i już wiedziałam, że źle postąpiłam zadając to pytanie.
Pani Clara płakała w ramionach mojego taty. Zaś on nieskutecznie próbował ją uspokoić.
- Co się stało? - Zapytałam.
Tata spojrzał na mnie zmartwiony. Bałam się jak cholera. Co jeśli to chodzi o moją mamę?
- Brat Clary miał wypadek. Jechał z żoną samochodem i jakiś wariat wyjechał zza zakrętu prosto na nich, nie próbując nawet hamować. On i jego żona zginęli na miejscu. Osierocili 17 letniego syna. - Powiedział tata jeszcze bardziej przytulając kobietę do siebie. - Clara jest ostatnią rodziną dla niego, więc do 18 roku życia będzie mieszkał z nami. - Mówił tata. - I na twoją niekorzyść będziesz dzielić z nim pokój dopóki nie wyremontuję tego małego pokoju obok ciebie.
Nie wiedziałam co mogę powiedzieć. Byłam wściekła, a jednocześnie było mi przykro z powodu wypadku.
Jedyne co przyszło mi do głowy to pytanie.
- Od kiedy ten chłopak będzie z nami mieszkał?
- Prawdopodobnie od jutra jeśli uda nam się załatwić wszystkie formalności.  - Oznajmił tata.
Skinęłam głową i pobiegłam do swojego pokoju.

Ostatni dzień wolności.
Pomyślałam. Mam nadzieję, że okaże się dość cichym i spokojnym współlokatorem. W końcu chcę coś osiągnąć w życiu więc muszę mieć do tego predyspozycje. Usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach i zalogowałam się na facebooku. Zobaczyłam, że mam nie odczytaną wiadomość. Nie trzeba być nie wiadomo jak inteligentnym, żeby się domyśleć, że to Waster do mnie napisał.

N: Przypominam o jutrzejszej imprezie, kochanie ;*
M: Pieprz się.
N: Z tobą zawsze xx
M:
Pieprz się podwójnie.
M: Przyjdę na tą imprezę tylko i wyłącznie dla świętego spokoju więc nie rób sobie wielkiej nadziei :)
N: Nie schlebiaj sobie. W całym Mullingar jest kilkanaście dziewczyn, które zrobiłyby dla mnie wszystko więc naprawdę nie muszę skupiać się na tobie.

Ałć zabolało. 

Mogłam się spodziewać takiej odpowiedzi. Nawet nie wiem co sobie w tym momencie myślałam. Nie jestem w centrum uwagi. Z resztą czym ja się przejmuję. Może w końcu da mi święty spokój. Może uda skończyć mi się tą szkołę z dobrymi ocenami na świadectwie, bo właśnie o to mi chodzi. Tylko muszę wyeliminować ze swojego życia przystojnego blondyna z pięknymi oczami i brakiem choćby najmniejszej oznaki inteligencji.



Tak więc wróciłam do pisania tego bloga!
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział :)
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach kliknijcie w zakładkę "INFORMOWANI" z prawej strony.
ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA! ;3