Popatrzył się w stronę mojego okna. Zobaczył mnie. Tak bardzo zastanawiało mnie po co on tu przyjechał. Przecież jestem tylko zapatrzoną w siebie debilką. Niby to tylko kilka słów wypowiedzianych nieumyślnie, a dla mnie to jak nóż w plecy. Ja nie znam jego przeszłości. Zresztą on mojej też.
Usłyszałam wibrację swojego telefonu. Kolejny sms od tej samej osoby.
'' Zejdź do nas. Mam do Ciebie sprawę. Ważną sprawę."
Przestraszyłam się. Serce podpowiadało mi, że mam wykonać to polecenie, ale rozum mówił, że mogę wkręcić się w coś niebezpiecznego. Jednak podpowiedź serca zwyciężyła. Ubrałam ciepłą bluzę, trampki i wyszłam z domu. Na całe szczęście nikt nie pytał się mnie gdzie wychodzę i o której będę.
- Więc po co miałam tu przyjść? - Zapytałam prosto z mostu.
- A grzeczniej? - Zapytał Waster.
- Nie zasłużyłeś na moją uprzejmość wobec ciebie. - Oznajmiłam na co jeden z jego kolegów zaśmiał się.
- No cóż. W takim razie to Harry i Zayn. Zapamiętaj jedno z tych imion, bo którejś nocy możesz je głośno krzyczeć. - Zaśmiał się Niall.
- Nie popisałeś się tym razem. - Odpowiedziałam. Dlaczego przy jego obecności nie potrafię być miła?
- No dobra. Przejdźmy do interesu. Za około godzinę rozpoczynamy misję. Jesteś nam potrzebna. - Odrzekł.
- Masz odwagę tu w ogóle przychodzić i prosić mnie o przysługę jeśli jakieś 5 godzin temu zrównałeś mnie z błotem? Ty to jednak jesteś głupi - Powiedziałam
- Czyli nam nie pomożesz? - Zapytał
- Nie, nie pomogę. - Odpowiedziałam.
- A jeśli po tej akcji dałbym Ci spokój? - Uśmiechnął się.
- Nie wierzę Ci. - Odrzekłam.
- To musisz uwierzyć. - Powiedział.
- Ale na jutro jest dużo nauki, a ja jeszcze nie zdążyłam nic zrobić. - Zaczęłam szukać jakiejś wymówki, jednak tą tylko się ośmieszyłam.
- Horan ty to chyba starasz się przekonać przyszłą zakonnicę. - Harry próbował powstrzymać śmiech.
- Dobra koniec. Zgadzam się, ale wy jesteście świadkami jego przysięgi. - Oznajmiłam, a jego koledzy tylko pokiwali głową.
- Wiedziałem, że ulegniesz. W takim razie idź przebierz się w coś wyzywającego. Hm... Najlepiej małą czarną. - Oznajmił Waster.
- Chyba Cię pogrzało. Nie jestem dziwką. - Powiedziałam zbulwersowana.
- Dziwką może nie, ale dzisiejszego wieczoru musisz zwabić do nas aż 3 facetów. - Odrzekł.
- Co? - Zapytałam z niedowierzaniem.
- To co słyszałaś. - Odpowiedział Zayn.
- Ugh... Nie wierzę, że zgodziłam się wam pomóc. - Odpowiedziałam i wróciłam do domu aby się przygotować.
- W takim razie masz 30 minut. My tu poczekamy. - Oznajmił Harry.
Skierowałam się do swojego pokoju, aby znaleźć jakieś stosowne ubranie. W sumie to miałam z czego wybierać. Wszystkie ubrania po dawnej mnie zostały. Znalazłam krótką, czarną sukienkę nadającą się na dzisiejsze zadanie. Rozpuściłam i wyprostowałam włosy oraz poprawiłam swój makijaż. Moim skromnym zdaniem wyglądam nieźle.
Starałam jak najciszej wyjść z domu, ale oczywiście nie udało mi się to.
- A gdzie to się wybierasz? - Mój tato wychylił głowę z pokoju.
- No ten... Do koleżanki na urodziny idę. Zaprosiła mnie dzisiaj i nie miałam czasu, żeby Ci o tym powiedzieć. - Wyjąkałam.
- Tak ubrana? - Zapytał.
- Tato, dobrze wiesz, że teraz wszystkie dziewczyny tak chodzą ubrane. Poza tym to jej osiemnaste urodziny i robi je w klubie, więc muszę jakoś wyglądać. - Oznajmiłam.
- Skoro tak uważasz. O której wrócisz? - Zadał kolejne pytanie.
- Um... Nie wiem, bo wiesz to osiemnaste urodziny, ale wydaje mi się, że gdzieś o 23:00 powinnam już być. - Odpowiedziałam.
- A co ze szkołą? Przecież jutro jest środa. - Wypytywał ojciec.
- Jutro mamy wolne, bo... bo jest awaria ogrzewania w szkole i trzeba to naprawić. - Wymyśliłam.
- W takim razie idź. Weź klucze do domu i uważaj na siebie. Dobrej zabawy. - Powiedział tato.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i wyszłam z domu.
- No nareszcie. - Powiedział Waster. - Dobrze wyglądasz. Powinnaś się tak częściej ubierać.
- W twoich snach. - Oznajmiłam.
- W moich snach to byłabyś bez tych ubrań. - Zaśmiał się, a ja poczułam jak zaczynam się rumienić.
- Dobra skończ już. Musimy się zbierać. - Powiedział Zayn.
Zajęłam miejsce obok Harrego i ruszyliśmy. Szczerze mówiąc nie wiem po co to robię. Może dlatego, że jestem na tyle naiwna i wierzę, że Waster da mi spokój? Boję się, że w jego towarzystwie wrócę do tego sprzed trzech lat. Ciągłe imprezy, alkohol i papierosy to jest to co robiłam mając 15 lat. Potem spotkałam ludzi, którzy pomogli mi wyjść z tego gówna. To właśnie dla nich nie chciałam opuszczać Dublina i to właśnie przez nich przywiązywałam uwagę do nauki i ocen, a nie do imprez.
- Jesteśmy na miejscu. Maggie widzisz tych 3 tam przy wejściu? - Zapytał Waster, a ja w odpowiedzi pokiwałam głową.
- Musisz sprawić, aby poszli za tobą. Tylko uważaj, bo nie są głupi. Damy Ci podsłuch i jak coś się będzie działo to krzyknij pomocy, a my tam się zaraz zjawimy. Będziemy czekać za budynkiem i tam masz z nimi przyjść. Wyjdziesz bocznym wyjściem, żeby nam nie uciekli. Jak już ich do nas zaprowadzisz to uciekaj do samochodu, będzie otwarty. - Tłumaczył. - No więc powodzenia.
Wyszłam z samochodu i kierowałam się według poleceń Wastera. Boję się. Strasznie się boję.
Starałam się zwrócić swoją uwagę i udało się. Podeszli do mnie.
- Co taka ślicznotka robi tu sama? - Zapytał jeden z nich.
- Chyba możemy do Ciebie dołączyć, prawda? - Zapytał kolejny.
- Jasne. - Odpowiedziałam śmiało. Przynajmniej tak mi się wydaję.
Pociągnęłam ich w stronę parkietu. Miałam dość tego, że patrzyli się na mnie jak pies na kość, ale musiałam brnąć dalej. Tańczyłam ocierając się o nich co widocznie im się spodobało. Po kilku minutach takiego tańca postanowiłam przejść do sedna tej misji.
- Muszę iść się przewietrzyć. Jeśli chcecie to chodźcie ze mną. - Powiedziałam do jednego z nich.
Złapali to. Wyszłam bocznym wyjściem modląc się, żeby Waster z kolegami tam był. Zrobiłam tak jak mi kazał i od razu po wyjściu z budynku zaczęłam biec w stronę samochodu. Za sobą słyszałam tylko strzały z pistoletu. Poczułam straszny ból tuż obok kostki. Syknęłam z bólu i usiadłam na krawężniku. Spojrzałam na nogę z której sączyła się krew. Ktoś przez przypadek musiał strzelić tak, że nabój od pistoletu otarł mi się o nogę.
Niall's POV
Zobaczyłem jak Mag siada na krawężniku łapiąc się na nogę lecz musiałem się skupić na naszych ofiarach. Nie byli uzbrojeni więc było dość łatwo, ale mimo to musiałem być czujny. Udało się. Zabiliśmy ich. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby nie złapały nas gliny.
- Horan coś jest z tą twoją laską. - Krzyknął Harry.
- Ona jeszcze nie jest moja. - Odpowiedziałem i podbiegłem do niej. - Co jest?
- Słabo mi i patrz. - Powiedziała wskazując na swoją nogę.
Któryś z nas musiał przez nieuwagę strzelić w jej kierunku. Świetnie, może teraz jeszcze trzeba będzie jechać do szpitala. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Postanowiłem zabrać ją do siebie i tam opatrzyć jej nogę, ewentualnie przenocować, bo nie puszczę jej w takim stanie do domu.
- Zayn jedź do mnie. Trzeba zatamować to krwawienie. - Powiedziałem zdenerwowany.
Przez całą drogę siedziała na moich kolanach. Była silna. Wiem jaki to ból, bo nie raz zostałem otarty przez nabój.
- Niall to boli. - Powiedziała.
- Spokojnie zaraz przestanie. Musisz wytrzymać jeszcze 10 minut. - Powiedziałem. Chyba pierwszy raz usłyszałem jak powiedziała do mnie po imieniu. Moje imię całkiem inaczej brzmiało z jej ust. Nie przywiązuję większej uwagi co do brzmienia mojego imienia, ale tak mi się wydaje.
Gdy zaparkowaliśmy pod domem szybko wysiadłem z pojazdu i udałem się do domu. Otworzenie drzwi sprawiało mi mały kłopot, bo ciągle na rękach miałem Meg. Zaraz po wejściu do domu położyłem ją na kanapie w salonie. Pobiegłem po apteczkę. Gdy wróciłem obok niej stał już Harry i Zayn.
- Jak to się stało? - Zapytał Zayn.
- Któryś z nas przez nieuwagę musiał strzelić w jej kierunku i nabój dość mocno otarł się o jej nogę. - Odpowiedziałem nalewając wody utlenionej na jej ranę.
- Auł. - Jęknęła z bólu.
Było mi jej żal i czułem się winny. Na ogół jestem zimnokrwistym draniem jeśli chodzi o uczucia, ale teraz naprawdę czuję, że to przeze mnie. Gdybym nie zmusił ją do tej misji to nic by się nie stało.
- Zostajesz u mnie do rana. - Powiedziałem kończąc bandażować ranę.
- Co?! Nie mogę. Powiedziałam ojcu, że będę po 23 w domu. Poza tym po misji miałeś mi dać spokój. - Oznajmiła.
- Jutro odprowadzę Cię do domu i wszystko wytłumaczę twojemu tacie. W takiej sytuacji na pewno nie dam Ci spokoju. - Uśmiechnąłem się.
- Ugh... Mój tata się wścieknie. - Odrzekła.
- Zrobię to tak, że jeszcze będzie zachwycony moją osobą. - Zaśmiałem się.
- Jesteś głupi. - Powiedziała.
- Ale mnie lubisz. - Oznajmiłem
- Dobra stary, my się już zwijamy. Do jutra. - Odrzekł Harry.
- Cześć. - Powiedziałem.
Maggie's POV
- Jestem zmęczona. - Powiedziałam ziewając.
- Czekaj dam Ci moją koszulkę. - Oznajmił Waster i poszedł na piętro.
Według mnie mogłabym wrócić do domu, ale on się uparł. Jestem pewna, ze jutro w domu będę miała piekło.
- Trzymaj. Łazienkę masz tam. - Powiedział wskazując ręką na drzwi.
- Dzięki. - Odpowiedziałam.
- Niema za co. - Powiedział uśmiechając się.
Skierowałam się do łazienki. Postanowiłam skorzystać z jego prysznica, chyba nie będzie miał mi tego za złe. Użyłam jego płynu do kąpieli przez co pachniałam trochę męsko, ale nie przeszkadzało mi to. Po wyjściu spod prysznica ubrałam się w jego koszulkę, Sięgała mi ona prawie do kolan i była przesiąknięta męskimi perfumami.
Kuśtykając wróciłam do salonu. Noga bolała już trochę mniej, ale nadal dość mocno.
- Moje ubrania pasują Ci bardziej niż sukienki. - Stwierdził Niall popijając piwo.
- Ale jednak wolę sukienki. - Uśmiechnęłam się.
- A ja jednak wolę Ciebie w wersji bez ubrań. - Zaśmiał się.
- Jesteś strasznie głupi i zboczony. - Oznajmiłam.
- No cóż. Moja sypialnia jest u góry. Chodź pomogę Ci tam dojść. - Powiedział i chciał mnie wziąć na ręce.
- Dam sobie radę sama. - Odrzekłam.
- Na pewno? - Zapytał.
- Na pewno - Odpowiedziałam.
- Więc tu będziemy spać. - Powiedział Waster stając w pokoju.
- My? - Zapytałam.
- Tak. Ty i ja. - Odpowiedział.
- Chyba wolę spać w salonie na kanapie. - Oznajmiłam.
- Oj nie wygłupiaj się. Przecież Cię nie zjem. - Zaśmiał się.
- Ale naprawdę wolę kanapę w salonie. - Odrzekłam.
- Ugh... Widzę, że nie dojdę z tobą do porozumienia. W takim razie ja śpię w salonie, a Ty tutaj. - Powiedział.
- No dobra. - Oznajmiłam rozkładając się na jego łóżku.
- Więc dobranoc. - Odrzekł i skierował się w stronę drzwi.
- Waster. - Powiedziałam
- Co? - Zapytał.
- Zostawisz zapalone światło? - Zapytałam zawstydzona.
- Nie martw się duchy nie istnieją. - Zaśmiał się.
- To nie jest śmieszne. - Powiedziałam i obróciłam się tyłem do niego z założonymi rękami.
- Zostawię tylko się nie obrażaj, kujonku. - Powiedział
- Odwal się ode mnie. - Oznajmiłam poirytowana.
- Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać. - Powiedział.
- To dobrze, że ty mi nie. - Odrzekłam.
- Co powiedziałaś? - Zapytał.
- To co powinieneś bardzo dobrze usłyszeć. - Odpowiedziałam.
- Zaczynasz być chamska. - Stwierdził.
- Uczę się od najlepszych. - Powiedziałam. - Dobrej nocy.
- Dobranoc. - Powiedział i zamknął drzwi.
Zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia. W dodatku wydaję mi się, że zaczynam łapać z Niallem wspólny język. To nie skończy się dobrze...



Wow szalejesz ... Zarąbiste <333333
OdpowiedzUsuńJejciu cudowne. *.* szkoda że tak rzadko dodajesz. :c ale cieszę się że w końcu dodałaś. <3 ~~Domi
OdpowiedzUsuńŚwietny z resztą jak zawsze. <3 <3 <3 :)
OdpowiedzUsuńZARĄBISTY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 NORMALNIE KOCHAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJESZCZE ZENEK MUSISZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3333333333333333333
DAJ NEXT SYBKOOO!!!!!!!!!!!1
OdpowiedzUsuńawwwwww *O* Boski <3333
OdpowiedzUsuń